Dodatkowo wklejam moje poduszki z poprzednich hafcików. Zdjęcia jak zwykle fatalne, robione na szybko :(
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 października 2013
Małe oszukaństwo :p
No nie zdążyłam!!! Za dużo spraw na głowie, za dużo czasu marnowanego na inne rzeczy. I właśnie dlatego nie wykrzyżykowałam na czas kolejnego obrazeczka z kalendarza Lizzie Kate :( Ale ponieważ zaczęłam i jest to co najważniejsze, czyli nazwa miesiąca, to wklejam zdjęcie do spisu pozostałych hafcików tego rodzaju. Takie moje małe oszukaństwo :p
czwartek, 5 września 2013
6. I znowu nastał czwartek...
Tak właśnie objawia się mój "słomiany zapał". Inna opcja to taka, że złośliwy LEŃ zamieszkał w moim domu i cały czas wyszukuje mi inne zajęcia, nie pozwalając wywiązywać się z podjętych zobowiązań. A chodzi tu o SAL u Diany, piękny samplerek, który porzuciłam prawie przy finiszu. Ale oto nastał pewien czwartek, kiedy w mojej przepełnionej informacjami łepetynie zakołatała myśl: "czwartek... hmmm..." Wyciągnęłam z koszyka wzorek, pomachałam igiełka i właśnie prezentuję efekty przeproszenia się z różyczkami. Jeszcze sporo krzyżyków brakuje, ale w wolnej chwili, powolutku, zakończę obrazeczek :))
Tak prezentuje się całość w tej chwili
Zbliżenie tego co wykrzyżykowałam ostatnio...
Tak prezentuje się całość w tej chwili
Zbliżenie tego co wykrzyżykowałam ostatnio...
Niespotykanie spokojny domek...
Już wrzesień, czas zebrać owoce w sadzie. a jak ktoś nie ma sadu? To sobie owocki wyszywa z koralików :))
Następny obrazeczek na SAL u Hanulka. Sporo kolorków pozmieniałam, przecież mój domek musi mieć czerwony dach. Granatowe tło do literek wyszło przypadkiem. Zamiast guziczków przyszyłam koraliki.
Następny obrazeczek na SAL u Hanulka. Sporo kolorków pozmieniałam, przecież mój domek musi mieć czerwony dach. Granatowe tło do literek wyszło przypadkiem. Zamiast guziczków przyszyłam koraliki.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
piątek, 5 lipca 2013
SAL-owo i arbuzowo
Ja wiedziałam, że tak będzie!!! Zaczęło się lato, dzień długi, więc nie mogę usiedzieć w domu. A na tym najbardziej cierpi mój blog :( Inna sprawa, że jak się posiada internet na modem, to limit transferu kończy się niezwykle szybko. Ale do rzeczy. Do dziś jest termin wklejania swoich wypocin krzyżykowych na SAL u Hanulka. Wzorek lipcowy jest niezwykle smakowity :p Nie wyszyłam much, bo jakoś nie jestem przekonana do tych insektów... A pestki są biała, jak we wzorku (aczkolwiek ja, jako jedna z niewielu znanych mi osób, uwielbiam konsumować czarne arbuzowe pestki ;)))
czwartek, 13 czerwca 2013
5. Czwartek SAL u Diany
Dawno mnie nie było na blogu, ale to wszystko przez niefortunne zrządzenia losu. A raczej przez... moją niefrasobliwość. Mam neta przez modem i wszystko przedwcześnie wytraciłam. Teraz spróbuję troszkę nadrobić. Zaczynam od zobowiązania, czyli SAL-u u Diany. Przez dwa tygodnie przybyło trochę. Nie ma konturków, więc czasem nie widać co jest na obrazku :)))
czwartek, 30 maja 2013
4. Czwartek SAL u Diany
Nastał czwartek, wiec czas na prezentacje moich "wypocin" krzyżykowych. Ostatnio tak się jakoś układało, że tylko w czwartki mam czas na haftowanie, więc wszystko co przybyło od poprzedniego razu powstało właśnie dzisiaj. Jeszcze nie ma wszystkich konturów, a bez nich praca wygląda dość smętnie. Ogródek już prawie opielony, jeszcze muszę dom wybudować, żeby gości zaprosić na kawę :)
Zmieniłam w paru miejscach kolor, np rzepki (czy to są rzodkiewki?). Postaram się zrobić następne zdjęcie w dzień, żeby lepiej było widać kolorki :)
Zmieniłam w paru miejscach kolor, np rzepki (czy to są rzodkiewki?). Postaram się zrobić następne zdjęcie w dzień, żeby lepiej było widać kolorki :)
wtorek, 21 maja 2013
3. Czwartek SAL u Diany
Udajmy, że dziś jest czwartek... ponieważ, jak zwykle różne przeciwności losu oraz wiatr w oczy, tudzież niespodziewana złośliwość rzeczy martwych sprawiły, że w czwartek nie mogłam cyknąć zdjęcia mojego SAL-owego samplerka. Ok, przyznam się, w weekend bywałam w obcych krajach, po czym musiałam naładować swoje, jak również te w aparacie akumulatorki, żeby w ogóle jakieś zdjęcia zrobić...
Już nie gadam tylko wklejam.
Oczywiście, że: ciemne, pogniecione, nieskończone, pomylone i nie poprawione, kolory nie zawsze trafione... ale jedna pszczoła jest, więc jakby "ŻYCIE na tej planecie istnieje" :)
Już nie gadam tylko wklejam.
Oczywiście, że: ciemne, pogniecione, nieskończone, pomylone i nie poprawione, kolory nie zawsze trafione... ale jedna pszczoła jest, więc jakby "ŻYCIE na tej planecie istnieje" :)
wtorek, 7 maja 2013
2. Czwartek SAL u Diany
Długi weekend miałam naprawdę długi, więc z długim poślizgiem prezentuję mój SAL-owy samplerek. Niewiele na nim przybyło, ponieważ weekendowe lenistwo troszkę się przeciągnęło. Ale nic to, co mam to pokazuję :)
Zaczęłam od dołu i posuwistym krokiem wspinam się ku wyżynom :p
Widok ogólny
Zbliżenie. Oj, marniutko to wygląda...
Zaczęłam od dołu i posuwistym krokiem wspinam się ku wyżynom :p
Widok ogólny
Zbliżenie. Oj, marniutko to wygląda...
czwartek, 25 kwietnia 2013
1. Czwartek SAL u Diany
Nastał czwartek i jak zapowiadałam, przedstawiam postępy jakie poczyniłam w SAL-u u Diany. Tzn. postępów na kanwie nie ma praktycznie żadnych, ponieważ zastanawiałam się długo na czym mam to wyhaftować. Padło na zwykłą kanwę. Niestety, w tej chwili wygląda to marniutko...
środa, 24 kwietnia 2013
A do mnie już czerwiec zawitał :)
Słońce mocniej przygrzewa na dworku, woła zza szyby i wyciąga mnie za nogawkę z domu. Żeby nie robić mu przykrości (przecież nie mogę go zostawić samego na zewnątrz!!!) i mieć więcej czasu dla niego, postanowiłam ostro sprężyć się z SAL-em kalendarzowym. Już zakończyłam moją ciężką pracę nad czerwcem. Nie chodzi o to, że igiełka się tępiła czy łamała. Ciężko było, ponieważ co spojrzałam na haftowany ul, to musiałam się od śmiechu powstrzymywać z powodu wspomnień. A było to tak:
Parę lat temu, będąc na jednym z naszych plenerów malarskich na ziemi kieleckiej, zostaliśmy zaszczyceni udzieleniem wywiadu do tamtejszego radia. Wszystko było ładnie i jak trzeba. Pytania, odpowiedzi itp. Naglę słyszę, jak p. dziennikarka pyta moją koleżankę "Dlaczego Pani namalowała ul?" Na co moja koleżanka z równą powagą odpowiada "Bo lubię pszczoły." Wymazałam czym prędzej z pamięci moje wspomnienia z dni poprzednich i nie ryknęłam śmiechem. A śmieszy mnie to do dziś, ponieważ po pierwsze, moim zdaniem dyskusja z artystą o temacie pracy jest hmmm, dziwna. Porozmawiać można o tym, czy obraz się podoba czy nie. Czepić się można kadru, ale temat, jeżeli nie jest narzucony z góry, jest według upodobań twórcy. Po wtóre, żeby nie biegać zbyt daleko od domu, malowałyśmy na tyłach podwórka siedząc w jedynym tam cieniu. Wybór tematów był bardzo mocno ograniczony do uli, stodółki i kwiatków. Im dłużej tam siedziałyśmy, tym te kwiatki bardziej pachniały, w ulach milej pszczoły brzęczały, a stodółka cóż, stała jak skała i gadać z nami nie chciała...
Do tej pory na hasło "bo lubię pszczoły" z mojego gardła wydobywa się rechot...
Tu widać, że zamiast guziczków przyszyłam koraliczki
Parę lat temu, będąc na jednym z naszych plenerów malarskich na ziemi kieleckiej, zostaliśmy zaszczyceni udzieleniem wywiadu do tamtejszego radia. Wszystko było ładnie i jak trzeba. Pytania, odpowiedzi itp. Naglę słyszę, jak p. dziennikarka pyta moją koleżankę "Dlaczego Pani namalowała ul?" Na co moja koleżanka z równą powagą odpowiada "Bo lubię pszczoły." Wymazałam czym prędzej z pamięci moje wspomnienia z dni poprzednich i nie ryknęłam śmiechem. A śmieszy mnie to do dziś, ponieważ po pierwsze, moim zdaniem dyskusja z artystą o temacie pracy jest hmmm, dziwna. Porozmawiać można o tym, czy obraz się podoba czy nie. Czepić się można kadru, ale temat, jeżeli nie jest narzucony z góry, jest według upodobań twórcy. Po wtóre, żeby nie biegać zbyt daleko od domu, malowałyśmy na tyłach podwórka siedząc w jedynym tam cieniu. Wybór tematów był bardzo mocno ograniczony do uli, stodółki i kwiatków. Im dłużej tam siedziałyśmy, tym te kwiatki bardziej pachniały, w ulach milej pszczoły brzęczały, a stodółka cóż, stała jak skała i gadać z nami nie chciała...
Do tej pory na hasło "bo lubię pszczoły" z mojego gardła wydobywa się rechot...
Tu jest mój czerwiec wyhaftowany.
A tu wszystkie moje dotychczas wyhaftowane obrazeczki w SAL-u u Hanulki
Wszystko jest wyszywane muliną Ariadną dobieraną "na oko"
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Maja wyiksiłam
Wykrzyżowawszy majowy obrazek z SAL-u u Hanulki, gula w gardle mnie omalże nie zadławiła. Widać dziurska pomiędzy nitkami, a z tych dziursk na oczy rzuca się podspodnia biała kanwa! Czyżby mi schudły niteczki? A co cykam zdjęcie, to każde nieostre wychodzi. Chyba przez odblask od guzioli! Opadu rąk doznałam i już nic więcej nie powiem na ten temat...
środa, 3 kwietnia 2013
Jeden SAL z głowy :)
Dzwoni telefon:
Dryń dryń, dryń dryń.
Stoi daleko,
Dryń dryń, dryń dryń.
Trzeba ruszyć się z kanapy
Jakże mi się nie chce!
Lecz telefon jest uparty
...
Słowa: Władysław Sikora
Pamiętacie tę piosenkę Kabaretu POTEM? Podczas wszelkich wizyt w moim rodzinnym domu jest ona "wiecznie żywa". Bardziej z powodu mojego "nie mieszkania" niż niechęci do telefonu stacjonarnego. Ale tak się teraz zastanawiam, tak hipotetycznie oczywiście, że gdyby to dzwoniła... WIOSNA? A ja głupia bym nie odebrała, nie pomogła jej! Myślę, że biedaczka zbłądziła i nie potrafi odnaleźć drogi! A jak nóżkę skręciła? Może trzeba ją podwiesić? Może koniki polne jej się spłoszyły i karety nie ma kto pociągnąć? Było by to straszne...
A poważnie, nareszcie dobrnęłam do końca SAL-u u Pelasi. Jest to moja pierwsza zakończona zabawa ze wspólnego haftowania. Nie była to praca terminowa, więc dłubałam igłą kiedy chciałam. Teraz zabiorę się za inne krzyżyki. Może następny kalendarz... Może wzorki z RR-ów, na które nie mogę się zapisać z powodu częstego przemieszczania się i okresowego braku czasu...
Obrazek bez i z konturkami.
A tak prezentuje się wyhaftowana całość :)
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Kwietniowo SAL-owo
Obrazeczek wyhaftowany na kwietniowy SAL u Hanulki. Szkoda, że kwiecień nie przyprowadził ze sobą wiosny :(
Wzorek z kalendarza Lizzie Kate. Niteczki z Ariadny.
Wzorek z kalendarza Lizzie Kate. Niteczki z Ariadny.
piątek, 1 marca 2013
Marzec SAL-owy
Ja tylko na chwilkę. Wklejam mojego Marca z SAL-u u Hanulki. Brakuje guziczków nad garnkiem, ale niedługo coś tam przyszyję :)
Chciałam przedstawić z imienia mojego krzyżykowego przyjaciela. Jest to skrzat lub raczej gnom, ma na imię Leprechaun i jest z Irlandii. A to co ma w swoim czarnym garnuszku, to nie złoto (ponieważ je przed zimą zakopał na końcu tęczy), tylko pewien napój. Trunek ma złocisty kolor. Ponoć w Irlandii występuje w kolorze zielonym, ale doprawdy, nie widziałam takiego na oczy... Aha, jeszcze dodam, że spożywałam niedawno takiż napój o nazwie "marcowe". Miał moc...
Chciałam przedstawić z imienia mojego krzyżykowego przyjaciela. Jest to skrzat lub raczej gnom, ma na imię Leprechaun i jest z Irlandii. A to co ma w swoim czarnym garnuszku, to nie złoto (ponieważ je przed zimą zakopał na końcu tęczy), tylko pewien napój. Trunek ma złocisty kolor. Ponoć w Irlandii występuje w kolorze zielonym, ale doprawdy, nie widziałam takiego na oczy... Aha, jeszcze dodam, że spożywałam niedawno takiż napój o nazwie "marcowe". Miał moc...
piątek, 22 lutego 2013
Takie tam opowiastki krzyżowe
A long time ago in a galaxy far, far away...
Niedawno, bardzo niedawno temu, w małym mieszkanku, siedziała Benia i machała igiełką jak opętana. Igiełka była mała, ale wyjątkowo sprytna. Potrafiła umiejętnie prowadzić barwne nici, a one snuły się gładko, niczym opowieść. Wątek nigdy się nie zatracił, wciąż budując napięcie. A kiedy już ekscytacja dziełem doszła do granic wytrzymałości... już nic więcej nie było do zrobienia. Ech... samo życie.
Wzorki trzy. Na Pelasiowy SAL. Niteczki nadal z Ariadny dobierane "naocznie"
A z konturkiem od razu wiadomo o co chodzi, bez niedomówień. Chcę taki konturek na życie!!!
czwartek, 14 lutego 2013
Czy Walenty był miłośnie Święty?
Z czym kojarzy się słowo WALENTYNKI? Z najbardziej komercyjnym świętem ze wszystkich naszych świat oraz najmniej zakorzenione w naszych umysłach (wszak powszechne u nas od lat 90-tych poprzedniego wieku), czy wielkim wybuchem uczuć i miłosnych wyznań? Niby u nas rolę Święta Zakochanych spełnia wigilia św. Jana, czyli dzień 23 czerwca, ale ja nie przypominam sobie żadnych gestów czy specjalnych obrządków związanych z tym dniem. Na Ukrainie mają swoje Święto Iwana Kupały. Oglądałam reportaż, dość frywolny w swej treści, ale bardzo związany z miłością... wszelaką. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, jest to przyjemne święto, bo czasem pod jego pretekstem można (nie wychodząc na głupią nimfomankę) okazać cieple uczucia wobec kogoś. Wiem, że każdy dzień jest dobry, by okazywać sobie miłość, ale to jednak trudne w pośpiechu dnia codziennego..
DLA WSZYSTKICH KTÓRYCH KOCHAM
i dla mojej SIOSTRY mały drobiażdżek na SZCZĘŚCIE :)
wtorek, 5 lutego 2013
Dylematy do herbaty
Zakończyłam produkcję SAL-owego obrazeczka nr 2. Zrobiłam podpisy jak w oryginale. Ale cały czas mam pewien... niedosyt informacji lub konflikt niejaki tudzież niespójność maleńką. Albo jak kto woli, no NIE PASI mi tu coś!! Bo skoro na pojemniczku niebieskiej barwy jest napis KAWA, a pod obrazkiem HERBATA, to co jest w różowej filiżance?? Herbacianej kawy nie piłam, kawowej herbaty również nie. A w pijaniu obu napojów posiadam spore doświadczenie. Wspomnę tu cichutko o mojej ulubionej Kawiarni, w której jest ponad sto smaków herbat oraz mnogo kaw różnistego aromatu (i rewelacyjne piwo grzane z pomarańczką radośnie pluskającą się w aromatycznej kąpieli, ale o tym ciiii...). Herbaty mają piękne nazwy, jak choćby: "poranny spacer" czy "majowa łąka". Nawet znalazłaby się jakaś "tajemnica kochanków" gdyby dobrze poszukać. Ale herbaty o nazwie "kawowa rozkosz" nie spotkałam. Chyba muszę rozszerzyć moje horyzonty myślowe i otworzyć się na herbaciano-kawowy smak. Wszak jest margaryna o smaku masła, więc inne twory udające coś, czym nie są też mogą istnieć we wszechświecie (a dla mnie tylko na półkach sklepowych)
poniedziałek, 4 lutego 2013
Powolutku, drobnymi kroczkami...
Pomalutku, po cichutku, bardzo niespiesznie, nadchodzi wiosna. A skąd wiem? Z wnikliwych obserwacji ptaków. Niedawno było ich zbiorowe liczenie. Ale ja w sumie nie o tym... W moim domu, odkąd pamiętam, w okresie zimowym była wywieszana słoninka dla Sikorek. Czasem byliśmy dumnymi posiadaczami karmnika pełnego ptasich specjałów, a czasem ptasia stołówka ulegała rozmontowaniu. W tym roku moi Rodzice znów otworzyli na balkonie karmnikowy bankiet. Biedne, zmarznięte ptaszyny, jak tylko dowiedziały się o otwarciu sezonu dokarmiania, zaczęły tłumnie przybywa w gościnę. Wszystkie szare, zalęknione, na początku nieśmiałe, potem walczące o lepsze miejsce przy "stole". Po pewnym czasie moja Rodzicielka zaczęła przyglądać się uważnie małym łakomczuchom, porównywać z obrazkami na necie i dokonała odkrycia. Do naszej stołówki uczęszcza wiele ptaszków. Aż tu nagle, wśród tej zbieraniny, dało się wyróżnić parę egzemplarzy Trznadli (ja, jako typowe dziecko z blokowiska, usłyszałam o takim ptaszku po raz pierwszy). Na początku Trznadle są szare, a im bliżej wiosny, żeby podobać się ptasim panną, łebki i kuperki ptasich panów mienią się złotem i żółcią. Czasem takim rdzawym cynamonem... I takiego właśnie upierzenia nabrały już nasi pożeracze ziarenek. Znaczy IDZIE WIOSNA!!!
Parę dni temu stopniały śniegi i głodomorów już mniej w naszym karmniku, dlatego wyszyłam dla mojej Mamy, jej osobistego Trznadla. Może z czasem dochowa się większej gromadki ptaszków...
Wzorek pochodzi z kalendarza "Nelson's World" z 2010 roku
Parę dni temu stopniały śniegi i głodomorów już mniej w naszym karmniku, dlatego wyszyłam dla mojej Mamy, jej osobistego Trznadla. Może z czasem dochowa się większej gromadki ptaszków...
wtorek, 22 stycznia 2013
Dobrodziejstwo Tanich Sklepów
Przyszłam na chwilkę, żeby się pochwalić pracą moich zdolnych rączek. Ach, och i w ogóle... hmmm... SAMA OPRAWIŁAM OBRAZKI!! Był to wyczyn nie lada, ponieważ parę lat temu, w momencie rozpoczęcia krzyżykowania wzoreczków, nie przewidziałam w co je oprawię i do czego toto będzie służyło, więc kanwę cięłam jak popadnie. Radością była sama czynność śmigania igłą. Wtedy nawet nie interesowało mnie na czym haftuję. Czy kanwa jest odpowiednia, czy posiada duże krateczki czy małe. Po prostu szłam do sklepu i kupowałam metr bieżący "czegoś". Ostatnio robiąc porządki w szafach, wyciągnęłam różne krzyżykowe "cosie". Oczywiście dużo niedokończonych. Do tego bez schematów, bez opisu kolorków. Po prostu masakra!! Powinnam po głowie sobie dać za taki bałagan (tzn. artystyczny nieład :)). Parę dni zajęło mi znalezienie wzorków na necie. Wykończyłam (po)tworki i zapadłam w długą zadumę. Bo co ja mogę z takim czymś zrobić? Poduszka nie wyjdzie, na kartkę za duże. Obrazek można zrobić, ale dawać taki, hmm, "niezwykłej urody i jeszcze wyśmienitszej równości" kawałek szmatki do oprawy? Hmmm... Wymierzyłam moje "cosie", poszłam do Taniego Sklepu, kupiłam cztery obrazki, dokonałam ich destrukcji i na ich miejsce wsadziłam moje "krzywulki"!! I teraz się uśmiecham jak głupia do samej siebie, że taka zdolna jestem :)
Najciężej było naciągnąć przykrótką kanwę. Wszystko jest mocowane od tyłu obrazka na taśmą klejącą dwustronną. Na wierzchu, w ramach maskowania i niejako przedłużenia kanwy, przykleiłam taśmę papierową. Efekt jest zadowalający :)
Tył obrazka. Brakuje jeszcze gwoździków, żeby nie wypadło to wszystko z ramki. Ale kanwa się tak rozpycha, że nawet nie potrzeba ich.
Najciężej było naciągnąć przykrótką kanwę. Wszystko jest mocowane od tyłu obrazka na taśmą klejącą dwustronną. Na wierzchu, w ramach maskowania i niejako przedłużenia kanwy, przykleiłam taśmę papierową. Efekt jest zadowalający :)
Moje pierwsze własnoręcznie oprawione obrazki :)
Tył obrazka. Brakuje jeszcze gwoździków, żeby nie wypadło to wszystko z ramki. Ale kanwa się tak rozpycha, że nawet nie potrzeba ich.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
