menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straszna historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straszna historia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2013

Straszna historia nr 009

Bardzo daleko, w gęstym lesie,
Gdzie echo wybitnie daleko niesie,
Pośród wielu iglastych drzew,
Rósł jeden mały liściasty krzew.
Nie widział często słoneczka,
Nie docierała do niego rzeczka,
Nie było w pobliżu żadnych atrakcji,
Więc krzew czasem doznawał frustracji.
Stał w cieniu w zimie i w lecie,
Nic nie wiedział o wielkim świecie.
Myślał, że jest niepowtarzalny
Lecz dla nas wydawałby się banalny.
Jednak coś się zmieniło razu pewnego,
Zobaczył nagle człeka dziwnego.
Nie miał złych przeczuć żadnych,
Więc człek ten wydał mu się... ładny.
Na jego ramieniu coś się błyszczało,
Jakby słoneczko wesołe się śmiało,
Radosny promień rozbłyskał w oku,
I rozświetlał głębie mroku.
Człek spojrzał na krzew radosny,
Który przybrał barwy wiosny.
Zamachnął się przedmiotem błyszczącym
Aż krzew... uległ siłą tnącym...


Las w wersji dla "lubiących naturę inaczej" :p

Opadłe listki wśród świeć (jeszcze bez blasku, ale już niedługo... :)

poniedziałek, 21 października 2013

Straszna historia nr 008

podtytuł: Jak z prawdziwego nicponia zrobić kozaka!!!

Jak wieść gminna niesie,
W drewnianym domku przy lesie,
W pewien mglisty poranek,
Wyszedł Stary Grzyb na ganek.
Usiadł on ciężko na ławce,
I zamyślił się przy porannej kawce.
A kłopot miał niemały
I stąd jego frasunek cały.
Miał on bowiem czterech synów w domu
Ale żaden z nich nie chciał pomagać nikomu.
Wszystko z lodówki wyżerali,
Żadną pracą rąk nie kalali.
Leniuchy wstrętne z nich były!
A grubi! Może stąd nie mieli siły?
Grzyb myślał co zrobić z urwisami
I już skończyć ze swymi troskami.
Wtem przyszedł mu pomysł do głowy,
Żeby wysłać ich do lasu na łowy.
Niech zobaczą jakie ciężkie życie w borze,
Kiedy jeden drugiemu nie pomoże.
Zbudził chłopców i wyprawił w knieje.
A ile się przy tym nasłuchał! Włos siwieje!
Synów wiele dni nie było,
Ale plotki chodzą, że im się powodziło.
Zbudowali szałas, zbierali jagódki,
W słodkim leśnym miodzie topili smutki.
Czasem coś upolowali, z piór oskubali,
Upiekli, ugotowali i z głodu nie przymierali.
Leśne życie ich zahartowało
I tak przetrwali jesień całą.
Twarze im się wydłużyły, schudli, zmężnieli,
Na zimę do domu wrócili.
Grzyb cieszył się z ich odmiany,
Bo wrócili nie ciapciusie, a Pany!
I pogrzebano stare smutki,
Bo każdy z synów był jak ojciec ładniutki.


Rodzina Grzybów w pewien smutny, mglisty poranek :(

Ta sama rodzina po leśnej transformacji :)

środa, 22 maja 2013

Straszna historia nr 007

W miasteczku, o niezwyklej nazwie Górki,
mieszkał Chłop, co pod folią hodował ogórki.
Warzywka były pękate, dorodne,
Swej smacznej nazwy niezwykle godne.
A że mieszkał niedaleko rzeczki,
Topił w niej swoje ogórkowe beczki.
Kiedyś sąsiadka mądra go odwiedziła,
Za głowę się złapała i zabiedziła
Nad marnotrawstwem pięknych beczek.
Pomyślała, że są dobre na sok z porzeczek.
Chłop poskrobał się po głowie,
Zadumał się, co żona na to powie.
Wymyślił interes nie lada
I zaczął chodzić po innych sąsiadach
Oferując swe beczki w zamian za owoce,
Których wszyscy gospodarze mieli krocie.
Zbierał jabłka, wiśnie i gruszki
I wkładał każde do osobnej beczuszki.
Tak przeszła jesień i zima,
A Chłop beczki cały czas w wodzie trzymał.
Czasem tylko pomyślał zasępiony,
Czy za swój czyn nie nasłuch się od żony.
Wiosną otworzył swe skarby pławione.
Patrzy, wącha, a tu wyszło wino uwarzone.


Pierwsze ozdoby z wełny czesankowej z zamkiem :)
Zamek mam tylko plastikowy, ale ozdoby wyszło nie najgorzej. Jeszcze nie wiem, czym mam od spodu podlepić, bo trochę to dziwnie wygląda...

wtorek, 21 maja 2013

Straszna historia nr 006

Torbę z kotem dostałam od mojej koleżanki. Historia powstała trochę obok, ale w tym samym czasie, znaczy jak zwykle na kolanie, w drodze i prawie bez woli autorki :)

W pewnym mieście, gdzie rzeka szeroka,
Mieszkał kot, który nie miał jednego oka.
Mruczek ten był bardzo zadziorny,
W bójki się wdawał, żeby nie wyjść z formy.
Lubił on bardzo puchate koteczki
Skłaniać do przykrej dla nich bójeczki.
Przeważnie te starcia wygrywał,
Bo na większe kocury się nie porywał.
Naprawdę, nie było to takie złe kocię,
Nawet nie myślał dzień cały o łomocie.
Ponieważ w swojej serca otchłani
Chciał on należeć do miłej Pani,
Którą widywał czasem z rana
Gdy biegła ulicą zawsze sama.
Zawsze w biegu z rozwianym włosem
Mruczała cicho piosenkę pod nosem.
Kot myślał, że ta Pani kochana,
Dała by mu jeść i wzięła na kolana.
Ale nie taki świat piękny jak w kinie,
Na ulicy albo walczysz, albo giniesz.



Czarny awanturnik na mojej torbie :)


środa, 8 maja 2013

Straszna historia nr 005

Dawno już Was nie straszyłam moją radosną twórczością, wiec nadrabiam zaległości :)

Na łące, gdzie pachną zioła,
Mieszkała mała pszczoła.
I choć normalne paski miała
To dziwnie zygzakiem latała.
Inne pszczoły patrzyły ukosem.
Czasem brzydko rzekły pod nosem.
A nasza gwiazda mała
Bardzo to przeżywała.
Nocami spać nie chciała,
Bo złych koleżanek się bała.
Pewnego dnia bzyczała po cichutku,
Wylewając swoje pokłady smutku.
Usłyszał ją polny konik
Co na głowie miał melonik.
Zgryzota ścisnęła mu serce!
I byłby długo w swojej rozterce,
Gdyby nie dar, który posiadał.
A była to umiejętność nie lada.
Potrafił on w czasie krótkim
W muzykę cudną przekuć smutki.
Pięknie wybrzmiewał dźwięki
Wiążąc je w liryczne piosenki.
Wieczorem, gdy słońce konało, 
Wybrzmiał swą piosnkę całą.
Pszczoły zamarły w zasłuchaniu,
Zdjęte niemocą w oczekiwaniu, 
Kogo ta piękna pieśń chwali?
Czy bohater wynurzy się z dali?
Wtem, zygzakowym pędem nadleciała,
Na boki się kolebiąc, pszczoła mała.
Rytm zgrał się ze skrzydeł trzepotem
A cała pieśń była zgodna z jej lotem.
I pszczołom głupio się zrobiło.
Niby udawały, że coś im się pomyliło.
To nie o ta pszczołę chodziło.
Wiele z nich coś dziwnie majaczyło.
Nikt się nie przyznał do wyśmiewania,
Szturchania, obgadywania i popychania.
Pszczółka ramionami wzruszyła,
Skrzydełka pod wiatr otworzyła
I poleciała w świat szeroki
Po swojemu kolebiąc się na boki.


A oto główna bohaterka. Bibułkowe sznureczki przylepione do wydmuszki. Skrzydła z szyfonu. Obiecałam sobie, że nie będę na blogu wklejała starych zdjęć, ale się złamałam i pszczołę sprzed dwóch lat prezentuję :)

piątek, 19 kwietnia 2013

Straszna historia nr 004

Gdy zmierzchało, do domu wróciłam,
Zadowolona, że przed gwarem się schroniłam.
W ciszy i spokoju w fotelu zasiadłam
Czując, że chwilę szczęścia skradłam.
Jednak coś mą błogą rozkosz przerwało.
Jakby coś w kuchni popiskiwało...?
Ale co to być takiego może?
"Chyba to piszczy na dworze."
Im dłużej nasłuchiwałam
Coraz więcej dźwięków odbierałam.
"No nic, czas ruszyć cztery litery,
Muszę zobaczyć kto robi mi takie numery."
Wkraczam do kuchni trzymając się pod boki,
Oczyma zataczam krąg szeroki,
Żeby dojrzeć gościa niechcianego
Absolutnie tu niezapraszanego.
Hmmmmmmmmmmm...
Patrzę i nie widzę, nasłuchuję, a tu cisza,
Jakby tu nikt nie mieszkał nie tylko dzisiaj.
Z politowania załamałam ręce obie
"Oj Benia, co ty masz w tej głowie?"
Zawstydzona rakiem się wycofuję,
Ale... zaraz... ZNOWU COŚ POPISKUJE!!!
Wszystkie kątki przeszukuję,
Ostrym jadem przy tym pluję.
"To moja kuchnia, ty piskaczu wstrętny,
Jesteś tutaj wybitnie zbędny!!!"
Aż tu widzę, coś żółte takie,
Na upartego można to nazwać... ptakiem?
Wpadło toto do mojego koszyka,
Teraz wyjść nie może i w nim bryka.
Skrzydełka ma małe, nogi powykręcane,
I w ogóle takie jakby zdefasonowane.
A jakby tego wszystkiego było mało,
To na koszyk inne coś przyleciało.
A to drugie jakby śmielsze,
Z dzioba widać, że weselsze.
Coś ćwierkoli do tego głuptaka,
Szczerze gada, jak ptak do ptaka.
Czekam i słucham pełna ekscytacji
Czy coś wyniknie z tej konfrontacji.
Ale to trwało bez końca,
Aż się zrobiłam śpiąca.
Więc poszłam do pokoju,
Zostawiając ptaszki w spokoju.
Teraz leżę i myślę czy ranek
Przyniesie mi więcej takich niespodzianek.
Bo ptaki, choć kalendarza nie znają,
W kwietniu się przecież rozmnażają.
Cóż, przyjmę to na klatę
A one może odwiedzą mnie latem...


Tutaj mały gagatek wpadł do koszyka i nie mógł się sam wygrzebać.

Tutaj zagadał z kolegą, ale ten się wypiął i nie chciał mu pomóc.

A tutaj ja się wreszcie zlitowałam i wypuściłam nielota na zielone...

A nielot jest z filcu i koralików i drutu, a po pachy wypchany jest watą, bo nie miałam nic innego pod ręką. A kaczek szydełkowy jest kordonkowy. A koszyczek jest papierowy. A "trawka" i "niebo" czeka na przypływ mojej weny, żeby stać się czymś innym...

środa, 10 kwietnia 2013

Straszna historia nr 003

Za górami wysokimi,
Za lasami szumiącymi,
Gdzie słonko wesoło świeci
Urodziło się czworo dzieci.
Wszystkie dziewczęta nadobne,
W moce cudowne zasobne.
Co dotknęły - szybko rosło,
A ich śpiewy daleko echo niosło.
I tak pewnie długo by trwało,
Gdyby to złych czarownic nie irytowało.
Sprawiły one, że na kraj spadła zima,
Co ze złością najmocniejsze drzewa zgina.
Nastała ciemność w dzień i w nocy
I nic nie złamało tej złej mocy.
Jak to bywa od dziejów zarania,
Znaleźli się chętni do pomagania.
Wielu śmiałków ruszyło zniszczyć złą moc,
Lecz ich serca również zatruła noc.
Wieść dotarła do czterech mocarzy,
Co nie pracują tylko dla wysokiej gaży.
Wzbudzali oni wszędzie szacunek,
Bo zawsze znaleźli jakiś ratunek.
Rycerze ci w znoju i trudzie
Nie bacząc co powiedzą o nich ludzie,
Rozprawiali się ze złem po swojemu
I nie sypali piaskiem w oczy biednemu...

I tu następuje opis straszliwej bitwy, z której zwycięsko wychodzą czterej Wojacy. Opis jest bardzo krwawy i bolesny dla wszystkich stron. Olbrzymia ilość makaronu zostaje ugorowana w wielkim garze. Potem uczestnicy bitwy zjadają złe czarownice na obiad...

Dziewczęta zostają odnalezione.
Jednak trzy z nich są skażone!
Noc wdarła się w ich serca czyste
A ich lica już nie są złociste.
I nastała wielka trwoga,
Bo co zrobi ta jedna nieboga,
Co została sama między wilkami?
Czy obrzuci świat cudnymi kwiatami?
Czy podąży za siostrami?
Czy jednak zostanie z nami?
Dziewuszka jednak nie dała się złej mocy,
Nie wybrała w sercu wiecznej nocy,
Obronił ją baran kwiecisty.
A teraz śpiewa swym głosem perlistym,
Co po łąkach odbija się echem
I wszystkie serca karmi śmiechem.


Za  górami, za lasami, za rzekami, a może nawet na innym kontynencie...

Czterech gości, co to każdemu radę dadzą. To miało być Czterech Jeźdźców Apokalipsy, ale wyszedł mi jeden koń i jeden smok-czy-coś... A nic się chłopakom nie stanie jak trochę na piechotę polatają...

Cztery Panny, jeszcze optymistycznie nastawione do życia.

 Scena kiedy to jakiś baran w kwiatki ocala tą PRAWDZIWĄ magiczną dziewoję.

Sypnie czy nie sypnie kwieciem...?

  Oooo, sypnęła... :)

Trzy fałszywki, co ich NOC w swe władanie wzięła... I kto je teraz zbudzi? Znowu trzeba jakichś Królewiczów szukać... może żaby wystarczą...?

A wszystko jest z maratonów klejonych klejem-wikolem i malowanych farbami plakatowymi.

Gwoli ścisłości - to jest moje wołanie o WIOSNĘ!!! o SŁONECZKO!!! o CIEPŁY WIATEREK NA TWARZY!!! o KOLOROWE KWIATY W OGRÓDKACH!!! o DRZEWA BIAŁE OD KWIATÓW a nie śniegu!!! bo ja już nie chcę dłużej chodzić w zimowych butach...

sobota, 6 kwietnia 2013

Ktokolwiek widział...

POSZUKIWANA


imię: WIOSNA.
płeć: PRAWDOPODOBNIE KOBIETA.
wiek: NIEZNANY.
rysopis: SUBIEKTYWNY, ZALEŻNY OD PREDYSPOZYCJI PATRZĄCEGO.
ubranie: NAJCZĘŚCIEJ NA GŁOWIE WIANEK Z BUJNEGO KWIECIE. SZATA MIENIĄCA SIĘ WSZYSTKIMI KOLORAMI TĘCZY.
znaki szczególne: NIEODŁĄCZNE TOWARZYSTWO MOTYLI, KRÓLICZKÓW ORAZ INNYCH BARDZIEJ LUB MNIEJ SYMPATYCZNYCH ŻYJĄTEK. ŚWIETLISTOŚĆ, ZŁOCISTOŚĆ I ZIELENISTOŚĆ BIJĄCA OD JEJ POSTACI. 

UWAGA!!!
PRZY SPOTKANIU NALEŻNY ZACHOWAĆ SZCZEGÓLNĄ OSTROŻNOŚĆ!!! WIOSNA WŁADA WSZYSTKIMI ŻYWIOŁAMI!! PRZY BLIŻSZYM KONTAKCIE POWODUJE ŻYWSZE BICIE SERCA (SKUTKI UBOCZNE TO MAŚLANE OCZY I BŁOGIE ZAGUBIENIE). ZACHĘCA DO ZRZUCANIA Z SIEBIE CZĘŚCI ODZIEŻY. CZASEM POPYCHA DO BRAWUROWYCH, NIEPRZEMYŚLANYCH CZYNÓW.

W RAZIE ODNALEZIENIA, PROSZĘ POINFORMOWAĆ JĄ O POSZUKIWANIACH, MOŻE ZGŁOSI SIĘ DOBROWOLNIE I PRZYJDZIE GDZIE TRZEBA...
LUB NIECH ZADZWONI DO MNIE... 
ALBO NAPISZE... 
BO JA TĘSKNIĘ ZA NIĄ

benia

niedziela, 23 września 2012

Bo wiara...

Trochę szumu i szkód narobił przejeżdżający tuż obok mnie pociąg zwany ŻYCIEM. Jego gorący oddech poczułam bardzo wyraźnie na moich plecach. Mnie nie złapał żaden z jego trybików ani przekładni, czy co to on ma, ale widziałam skutki na innych osobach. Jedno co mi przychodzi do głowy w takich sytuacjach, to że trzeba mieć WIARĘ, że jutro znów wzejdzie SŁOŃCE a nie KULA ZJONIZOWANEGO GAZU. cóż dodać...