menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festyn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 września 2012

Rybka musi pływać

Zaczyna się leniwa niedziela. Niebo równo zasnute chmurami. Słońce nie ma dziś żadnych szans... ehhh... A dziś z rana zadzwoniła moja koleżanka, żebyśmy pojechały na smaczną rybkę przy pobliskich stawach. Ale jak tu się zebrać, kiedy senna pogoda odbiera chęci i motywację? Dziś jestem zdecydowanie w nastroju uwalniania ryb, a nie ich konsumowania. Bo co ma taka rybka z życia? Jeśli mieszka w ładnym akwenie wodnym, to ok, ale hodowlana? Czy to szczęśliwa rybka? Na moich wyprawach widziałam różne okazy, ale na pyszczkach nie dostrzegłam nigdy uśmiechu ni smutku. Rybki mieszkające w naszym domowym akwarium też były raczej... mało "kumate". Małomówne ryby są baaardzo zagadkowe. Chociaż czasem miewają WEJŚCIA!!! Oj, czasem ciary po pleckach chodzą!!!


Chorwackie ryby w jeziorach Plitwickich

Rybki koi w oczku wodnym zaraz tu, niedaleko :)

 Pień drzewa w wodzie wyglądający jak żebra Merlina, którego złowił Stary Człowiek na Morzu 

 Ryby stwory-potwory, wyłaniające się z mroku na imprezie smoczej w Krakowie

środa, 12 września 2012

Małe lub duże lecz jednak PODRÓŻE

Korzystając z ciepłych dni dogorywającego lata, wraz z kumpelą, wybrałam się do Tarnowskich Gór. Plan z założenia był napięty. A to zamek, a to sztolnia, a to żurek w chlebie, a to inne równie ciekawe atrakcje. Oczywiście, jak zawsze z idealnie dogranego planu został tylko cel podróży. Ale po kolei. Zamek, jak na rekonstrukcję, wart zwiedzenia. Bardzo zadbany, okazały, pełen uroczych mebelków (a te sekretarzyki z milionem skrytek!!! teraz nareszcie wiem "co miał autor na myśli" opierając swą niejedną kryminalną intrygę o banalny - jak zawsze myślałam - mebel). Po prostu "zachorowałam" na takie cudeńko. Niestety, te niezwykłe egzemplarze nie są moje, więc zdjęć nie wkleję.
Po wyjściu, no oczywiście, że to trzeba mieć beniowe szczęście, no po prostu i najzwyczajniej w świecie KAT się do mnie przyczepił. Najsampierw chciał mi uciąć głowę, bom ponoć podejrzana o czary, a potem chciał mi "przyjemność" robić na... łożu...? Cóż... polecam materiał zdjęciowy na obaczenie jaki to los chciał mi zgotować... :(
Kiedy już udało nam się wymknąć z rąk "uroczego" KATA, dla poprawy nastroju i podniesienia swojego ego, wzięłyśmy udział w festynowych konkursach. Mojej koleżance całkiem dobrze szło. Trafiła z łuku w tarczę. I to nawet dwa razy. Ja ino raz i to w nogę od stojaka tarczowego (niestety nie uwiecznione na zdjęciu, a szkoda. Powiesiłabym na ścianie i zależnie od sytuacji mówiła sobie: "jesteś boska, taka celność, nono..." lub "......." wzdychając z bezsilności). Dzidą do główki kapusty umieszczonej na pieńku nawet dorzuciłam, lecz niestety, kapusta była chyba jakby trochę żywa i umykała przed moimi ciosami. Malowany na desce dzik też uszedł z życiem. Cóż, dobrze dla mnie, że nastały czasy marketów. Toż ja wiecznie głodna bym chodziła!!!
A dalsze plany wycieczkowe jak zwykle posypały się. Za dobrze się siedziało w knajpce. Za dobre jedzonko. A na efekty nie trzeba było długo czekać. Podziwianie sztolni przez zamknięte kraty wyczerpało nas doszczętnie. Jednak nie na długo. W drodze powrotnej powstał następny WIELKI PLAN WYCIECZKOWY :)


Bardzo katowski topór...

Bardzo katowskie łoże...


Tu jest miejsce na zdjęcie tarczy łuczniczej i kapusty. Niestety, cyknęłam je nie swoim aparatem i czekam na wymianę zdjęciową.