menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2015

Piękne Panny Papierem Pachnące :D

Trudno zostać rzeźbiarzem... Chyba Michał Anioł powiedział, że "rzeźbić nie jest trudno, wystarczy tylko z bryły marmuru odrzucać to, co niepotrzebne". Tylko co jest "niepotrzebne"...? :D
Dlatego nie łapię się za marmur, czy nawet drewno, dorwałam się do plastycznego tworzywa o pięknie brzmiącej nazwie papier-mâché. Po naszemu to masa papierowa. I wszystko jasne!!!
Podobno wymyślili(odkryli, przypadkiem zmieszali co trzeba) ją Chińczycy w II wieku. Robili z niej maski teatralne i dekoracje. Jak to zawsze z fajnymi rzeczami bywa, około X wieku pojawiła się we Francji(dlatego teraz ma taka dźwięczną nazwę) i zaczęto wyrabiać z masy ozdobne szkatułki, tabakiery, imitacje stiuków i gipsów i wiele innych fajnych rzeczy. W późniejszych wiekach troszkę zapomniano o niej, a teraz przeżywa swój comeback.
  Może zacznę od przepisu. Nie jest mój, dostałam od Koleżanki, Ona znalazła go w necie, więc gdzieś na pewno krąży:
-1,5 rolki białego papieru(jak (po)tworek będzie malowany, to papier może być szary) porwać na małe kawałeczki i zalać gorącą wodą; zostawić do następnego dnia
-miksujemy i odsączamy nadmiar wody przez ściereczkę
-2 duże łyżki kleju wikol i miksujemy
-można, ale nie trzeba, dodać 4 czubate łyżki sypkiej kredy
Czasem w przepisach widzę mąkę pszenną, zastępuje klej(z dzieciństwa pamiętam taki klej-woda i mąka. Dobrze sklejało kartki w zeszycie :D) ale czy po wyschnięciu rzeźba jest mocna i wytrzymała a dotykanie? Nie sprawdzałam.
Konsystencja masy musi być taka... jak masło. Albo jak kasza manna mojej Babci, czyli łyżka w niej staje :D
  A teraz kolejne etapy tworzenia (po)tworków aniołków:
  Karton zwijamy w tutkę, sklejamy taśmą. Z papieru, starych gazet robimy głowę i tułów aniołka, a następnie mocno oklejamy taśmą. Z drutu(na trzecim zdjęciu pokazałam jaki to drut) robimy ręce; można je przykleić na pleckach, można przebić przez gazety. Owijamy je folią aluminiową.

 Przystępujemy do oblepiania (po)tworka masą. Na etapie formowania papierów trzeba przewidzieć końcowy efekt, w tym momencie już nie ma miejsca na poprawki co do np miejsca umieszczenia ramion. To mój aniołek przed "wypadkiem" :D

 A tu aniołki moich Koleżanek, mam pozwolenie z adnotacją: pierwszy aniołek ma na imię Aldonka :D

Anielski Zaklęty Krąg. Na tym etapie skończyłyśmy zajęcia. Nie widziałam efektu końcowego pozostałych dziewczyn, a mój (po)tworek... cóż... zabrakło czasu... :(

wtorek, 19 marca 2013

Straszna historia nr 001

Daleko daleko,
chyba ze rzeką,
w krzywym domeczku,
ale bez ganeczku,
mieszała pewna dziwaczka,
taka trochę nieboraczka,
taka co to w dzień spała,
a nocami po łąkach biegała,
czasem czegoś szukała,
ale jak znalazła, już tego nie chciała.
Więc to dziewczę szalone,
zapragnęło mieć koronę,
najlepiej błyszczącą,
w oczy się rzucającą,
żeby wszyscy na nią patrzyli
i żeby wszyscy jej zazdrościli.
Ale chociaż już złotą aureolę miała,
to spojrzeń ludzkich nie przyciągała.
Pomyślała, że może jest za mała,
więc idąc podskakiwała.
Biegła przez pola i łąki,
a nad nią śpiewały skowronki.
Nagle krok zmyliła!!!
jedną nogę drugiej podstawiła!!!
"orła" wywinęła!!!
i w stawie zaginęła...
Lecz nie na długo, bo przyszedł rybak młody
i wyciągnął ją z mętnej wody.
A że pięknie błyszczała,
pomyślał "ojej, jaka rybka mała".
I wpuścił biedaczkę do słoja baniastego,
bogato w zieleń urządzonego.
Teraz nieboraczka pływa dzień cały
i myśli, że świat jest jednak wspaniały!!!

 Tu dom, w którym kiedyś Nieboraczka mieszkała.

Tu się wśród innych rybek kąpała.

A tu przytulny kąt na "starość" dostała...
A wszystko to moje (po)twory uszyte przy pomocy mojej cudownej maszyny do szycia z przeróżnych materiałowych resztek. Te wprost przeeecudnej urody "Obrazki" poszły na wystawę rękodzieła :)

czwartek, 28 lutego 2013

Co robią Króliki w lutym?

W marcu zwierzątka się marcuję, a co robią w lutym? Lutują się?
Większość moich znajomych posiada jakiegoś udomowionego zwierzaczka. Jedni mają rybki, inni psiaki czy koty. Ja, z różnych powodów, nie posiadam żywych stworów. Ale czasem mam ich substytuty :) Najczęściej przybywają do mnie na wiosnę, koło Wielkanocy jest ich wysyp, a letnią porą ich ilość się normuje. Ostatnio, chociaż zima się jeszcze nie skończyła i panuje nam (już miłościwie cieplejszy) luty, zaobserwowałam nowy objaw zmasowanego ataku zwierzątkowego na moje domostwo. Mianowicie: w moim domu rozmnożyły się Króliki. Zaczęło się od jednego niebieskiego marchewkożercy, a teraz jestem w posiadaniu całego stadka. Na szczęście są niekłopotliwe i mieszkają w pudełku.
Króliki są uszyte ze ściereczek filcowych. Dwie jednakowe połówki zszyte na maszynie, główki wypchane watą, w dolnej części rozpycha się wydmuszka. Ozdabiane przez zdolne rączki dzieci z "niższej" podstawówki.


Moje Króliki. Chwilowo bardzo grzeczne, bo zapatrzone w ekscytujące obrazki na ścianie :)

Melanżyk u "Króliców". Ach, ale się działo...

 Uciekające Króliki. Spryciarze skołowały sobie pojazd matlesowy!


wtorek, 25 grudnia 2012

Przedwcześnie nadszedł Styczeń...?

Korzystając z możliwości bezkarnego lenistwa, wzięłam sprawy krzyżykowe w swoje ręce. Na początek poszedł STYCZEŃ, czyli pierwszy hafcik z SAL "Lizzie Kate". Ponieważ praca idzie mi bardzo sprawnie i sądzę, że przed końcem grudnia powstanie jeszcze kilka hafcikowych miesięcy. Albo inne małe motywy...


Mój pierwszy kalendarzowy hafcik z SAL "Lizzie Kate"

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Motańce łodygowe przyozdobione

Jakiś czas temu przytachałam z lasu stos gałęzi, głównie brzozowych, i namotałam wianuszki. Długo leżały czekając na moją "chwilę nudy", aż wreszcie dostąpiły "niebywałego dotknięcia moich zdolnych dłoni":) A poważnie, to musiałam coś z nimi zrobić, ponieważ powierzchnia mojego mieszkania jest, niestety, ograniczona, a sterczące z nich patyki zaczęły mi przeszkadzać. To jest moja wizja wieńców bożonarodzeniowych. Miało być czerwono i złoto, i tak właśnie jest. Są bombki, kokardki, szyszki, ciasteczka. Nawet gwiazda betlejemska znalazła swoje miejsce. I czego chcieć więcej? Może tylko tego, że wianki nie pachną lasem, choinką, pierniczkami, pomarańczą i innymi zapachami nieodłącznie kojarzącymi się ze świętami... 
To moje pierwsze twory na wiankach, wiec proszę o wyrozumiałość :)

Wyplecione wianuszki jeszcze bez przybrania.

 Wianuszki przyozdobione.

A'la "Ciasteczkowy potwór". 

A jakże by wyglądały Święta bez uroczej Gwiazdy Betlejemskiej???

Do wianku po prawej przykleiłam kwiaty z liści, które robiłam jesienią. Efekt wyszedł całkiem ciekawy :)

wtorek, 11 grudnia 2012

Świeczki nieświeczliwe

Odzyskałam ładowarkę do aparaciku, co widać z ilości wklejonych postów w dniu dzisiejszym. A że pod koniec roku najczęściej robi się porządki, wkleję parę znalezionych zdjęć na temat ozdób z makaronu. Najprostsze do zrobienia z makaronów są świeczki i aniołki. A najlepszy przyjaciel każdego Aniołka to oczywiście makaronik w kształcie gwiazdki lub choinki, dostępny w czasie Świąt w marketach. Proste, ale bardzo efektowne rozwiązanie. Makaronowe choinki to już wyższa szkoła jazdy. Te mają podstawę ze zrolowanego kartonu (można też użyć podstawy styropianowej, ale takie rozwiązanie jest droższe i... cóż... nie wszędzie można dostać styropian o pożądanym kształcie). Klejone na klej na gorąco, dlatego pokryte są cieniutką "pajęczynką". Można użyć kleju typu wikol, ale on dłużej schnie.

Świeczki makaronowe wydobyte z makaronowego "śmietnika".

Anioły jeszcze nie pomalowane. Główki z orzechów laskowych, włoski z kaszy.

 Makaronowe choinki, jeszcze nie przyozdobione.

Zakulkowałam się

Boże Narodzenie zbliża się wielkimi krokami. Na ulicach drzewa migocą lampkami, wystawy kuszą pięknie opakowanymi prezentami. Jedni myślą, że to Absolutnie Najwspanialszy Czas w Roku, inni: Komercja, Kicz (i inne słowa na K i pozostałe litery alfabetu) wrrrrr... Ja, niesiona na fali przedświątecznej gorączki, nakręcana przez znajomych i rodzinę pytaniami typu: "masz już prezenty pod choinkę", niestety, również popadłam w szaleńczą produkcję prezencików. Na szczęście zabrakło mi już kulek, a sklep jest przecież taaaak daleko, aż za rogiem, więc koniec z tym obłędem!!! Ponieważ osób do obdarowywania mam sporo, a co roku ich jakby nieco przybywa, więc u mnie robienie bombek zaczyna przypominać produkcję masową. Jakoś nie mam dylematów, czy robić bombki tradycyjnie w kolorach czerwieni i złota czy może jednak na biało i srebrno. Najczęściej robię w kolorach, które w dany dzień mi odpowiadają. Lub jakie lubi konkretna osoba, która daną bombkę dostanie :) Więc Święta w tym roku będą nade wszystko kolorowe :)
No i wreszcie sfotografowałam moje karczochowe Mikołajki :)

Część mojej "produkcji" karczochowej. Ufff... na szczęść dopiero za rok powtórka kulkomani!!!

Bombki z dwoma "czubkami". Dobre jako ozdoba wolnostojąca.

Moje ulubione bombki "obrazkowe".

Mikołaje z oczami. Na czapki użyłam coś, co się chyba zwie "drucik kreatywny". Dla mnie to "wyciorek do fajki".

wtorek, 27 listopada 2012

Bałwan!! jeden z drugim

Nadal cierpię na brak mojego cykacza fleszowego. To znaczy brak mi tylko ładowarki do aparatu, ale absolutnie nie zapowiada się, żebym przez najbliższy miesiąc go odzyskała, buuuu... Dlatego, żeby nie było nikomu smutno, przyciągnęłam tu moja gromadkę bałwaniastych rozrabiaków. One już mieszkają w innych domach, ale znalazłam na kompie ich zdjęcia. Wykonanie ich jest proste i niedrogie, trzeba tylko pogłówkować troszkę.  Podstawa to zwykła żarówka maczana w białej farbie emulsyjnej (pozostałość po malowaniu sufitów). Reszta, to już skrawki materiałów i wyobraźnia.
W tym roku również będę robiła takie maluchy.

 Bałwanki z żarówek jako ozdoby na choinkę.

Zdjęcie zrobione na wystawie rękodzieła. Koszyczek nie mój, ale nie mam lepszego zdjęcia.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Szyszkacze złotawe

Za oknem mgła, szarość, smutek, przygnębienie. Żal za utraconym słońcem wzmacnia zimny, wilgotny powiew wiatru, który bezbłędnie znajduje nawet najmniejszą lukę w ubraniu i mrozi ciało. Brrr... Na samą myśl o wyjściu z domu po plecach przebiega dreszcz. Brrr...brrr... A skoro nie można iść na zewnątrz, trzeba to zewnątrz przynieść do wewnątrz. Dobrym pretekstem jest własnoręczne zrobienie Najwspanialszego Stroika Bożonarodzeniowego.W razie innych potrzeb, ktoś można zrobić "Nadrzwiowy" Wianek Powitalny. Tak, wiem, można powiedzieć, że to tylko świąteczny kicz, a pracy i brudu przy tym więcej niż pożytku. Ale jaka satysfakcja z własnoręcznie wykonanej ozdoby! Taki stroiczek nada niebanalny, unikatowy i dekoracyjny charakter każdej, nawet zwykłej zastawie stołowej! A zazdrość w oczach rodziny i znajomych-bezcenna!
Prawie wszystkie elementy moich stroiczków są zdobyte sposobem. Styropianowe podkłady: koła, kulki czy stożki są wystrugane ze styropianowych odpadów (można też kupić w sklepie gotowce). Szyszki przyniesione z leśnych spacerów, a orzechy od znajomych. Największa inwestycja to laski kleju na gorąco i złota lub srebrna farba w sprayu. Takie wianki i choinki można przyozdobić czym się chce, zależnie od gustu.   Kokardy, klasyczne bombki choinkowe, suszone owoce, aniołki lub gwiazdki z masy solnej, ozdoby słomkowe lub papierowe albo co tam wyobraźnia podpowie.

Wianuszki w kolorach naturalnych, jeszcze przed farbowaniem. Propozycja przyozdobienia bombkami.

Wianek pomalowany, jeszcze czuć zapach farby... zzz...

Choinki czekające na swoją Wielką Chwilę Ozłocenia.

Ozdoby po kąpieli barwnej :)

 Ręka która... złoci. Wygląda jak u Blaszanego Drwala z Oz.

Fałszywki karczochowe

Jak wygląda "karczoch zwyczajny", czyli zielone warzywko z "niby-łuskami", każdy może sprawdzić w markecie na dziale warzywnym. Niektórzy widzieli to cudeńko na talerzu. Nieliczni weszli w kontakt z tą roślinką podczas jej uprawy. Jednak doświadczyć kontaktu z podróbą karczoszka z pewnością nie każdemu było dane, a jest to dobry sposób do osiągnięcia spokoju, ukojenia lub... rozstroju nerwowego przez niecierpliwych. Ja, z racji silnej potrzeby zajęcia czymś rąk, po prawie rocznej przerwie wróciłam do produkcji bombek-karczochów. Są proste w wykonaniu, lecz trochę praco- i czasochłonne. Ale cóż znaczy parę filmów "niedooglądanych", kilka ranek "poszpilkowych", skoro dzięki naszej cierpliwości, już niedługo stroik bożonarodzeniowy spojrzy na nas kolorowym okiem?
To moje pierwsze bombki-karczochy w tym roku. Zawsze na początku mam problem z odnalezieniem "Ducha Świąt" co w moim przypadku objawia się kompletnym brakiem koncepcji w doborze kolorków. Ale z każdym kolejnym "dziełem" będzie coraz lepiej!
Dla niewtajemniczonych rada: nie należy przejmować się niewielkimi nierównościami zębów, ponieważ w gotowej bombce tego nie widać (chyba że ktoś przewiduje wizytę pedanta z miarką... zzzz...). Lepsze szpilki krótsze-13 mm (łatwiej "wchodzą" w styropian i wyrób jest lżejszy).

 Moja wesoła karczoszkowa gromadka.

 Dwie odsłony "Maluchów". Niby takie same ale inne...

"Starszak"z szyszkami. Ktoś musi być tu szefem!

poniedziałek, 10 września 2012

Moje niby-obrazy


Dzisiaj znów słońce stoczyło zwycięską walkę z chmurami, ogrzewając wszystko swoimi promieniami... taaaa... poezja w moim wykonaniu nie wyszłaby z podziemi. Ba, nawet najmniej uzdolniony, przyćmiony trunkami wyskokowymi bard nie zechciałby jej zanucić. Ale wesołe słońce nastraja mnie zawsze pozytywnie.  Więc pełna werwy i zapału zabrałam się do porządków wśród moich zdjęć. Robię ich tysiące. Potem zgrywam, przegrywam, przeklejam z folderu do folderu... po prostu robię więcej zamieszania niż powinnam. Ale dzięki temu czasem wyciągam różne smakowite kąski. I po tak przydługim wstępie dochodzę do sedna. Należę do koła plastyków amatorów. Z racji członkostwa w nim, czasem muszę wyjąć mój „och jakże niebywale wielki talent plastyczny ” z szuflady. Często jest on tak zakurzony, że nawet najwytrwalsze szorowanie nie pomaga. A czasem wyskakuje rześki, rwący się do działania, spragniony wolności i Tworzenia (właśnie przez duże "T"). Jakiś czas temu wywlokłam mój „talencik” na światło dzienne i popełniłam moje niby-obrazki. Z założenia miały być "ach jakże wspaniałe"! Wyszły takie (yyyy... hmmm... jakby to powiedzieć, yyyyy... trochę takie jakby... yyy... badziewne? ale to moje twory-potwory, a na swoje dzieci nigdy żadna matka nie powie, że są trochę niezupełnie jakby... yyy... udane? wiec przyjmijmy że są...) oryginalne. W zamyśle była seria widoczków z kilku krajów Europy. Wyszły ino trzy. Wszystkie zrobione ze szmatek przyklejanych na płytę pilśniową. Kiedyś je oprawię i może sprezentuję komuś, licząc na to, że się zachwyci i nie wyrzuci... Może kiedyś dokończę serię, bardziej się starając dosięgnąć IDEAŁU...
Aha, potwory były na wystawie i nawet się podobały... 
Przepraszam za jakość zdjęć, ale kiedyś je podczyszczę i wstawię w wersji bardziej estetycznej.



Seria szmatkowa z jeszcze nie zaschniętym klejem





Sciągnięte ze strony mdk-u myszkowskiego, gdzie odbywała się wystawa
i link do tejże strony: