menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ozdoby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ozdoby. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2015

Zimna porcelana

 Poszukując recepty na zabicie nudy, trafiłam na kurs "zimnej porcelany". Cóż to takiego? Najbardziej przypomina modelinę lub masę solną, z tą różnicą, że po zrobieniu (po)tworki są gładkie i lekko błyszczące. Główne składniki to: klej wikol, skrobia kukurydziana i gliceryna. Na kursie dostałam gotowy produkt, więc znam tylko z opowiadań proces tworzenia masy. Porcelanka w fazie tworzenia ozdób jest wyjątkowo kleista, dlatego trzeba używać kremu do rąk. Gotową masę trzeba trzymać w foli spożywczej, ponieważ bardzo szybko twardnieje.
 Tematem pracy były truskawki, czyli same smakowitości :D
Poniżej zdjęcia z poszczególnych etapów tworzenia:

 Pomocne materiały i narzędzia, czyli klej wikol, krem do rąk, nożyczki do nacinania płatków i patyczek do modelowania ozdób, drucik na którym umieszczamy ozdoby.

 Truskaweczka malowana farbą olejną, dzięki której ozdoba lekko błyszczy się. Płatki kwiatków są dolepiane wikolem. Listek zyskuje swój kształt dzięki silikonowemu odciskowi.

Sposób składania wszystkiego "do kupy" :D

A tu gotowe (po)tworki truskawkowe :D

piątek, 3 kwietnia 2015

Wianeczki :D

Chyba wspominałam już, że koło to krąg życia i to symbol nieskończoności. Nie ma początku ani
końca. Wianki robi się głównie na Boże Narodzenia, ale niech tam, na Wielkanoc też można :)
Wyczytałam na necie, że w tym sezonie najmodniejsze wiosenne wianki mają być wykonane z absolutnie naturalnych materiałów: wikliny, rattanu, mchu, rafii, bukszpanu, skorupek jaj, piórek, kwiatów itp. Tyle że teraz, na przednówku, ciężko o zielone. Dlatego nie obyło się od sztuczności w moich (po)tworkach.

Pierwszy wianek to efekt pracy na moich zajęciach florystycznych. Na szybkiego pakowałam rzeczy do szkoły, bez pomysłu itp. Więcej tu przypadku niż przemyślanych decyzji. Baza styropianowa, owinięta materiałem firankowym, górny materiał pomarszczony i przytwierdzony haftkami rzymskimi. Ozdoby przymocowane haftkami i klejem na gorąco. Pamiętacie, że woda nie przenosi ciepa i żeby nie cierpieć podczas używania kleju na gorąco należy ślinić palce? Ja zawsze cierpię przy klejeniu :p

Następne dwa wianki są wiszące. Wykorzystałam kwiaty z rozebranego pierwszego wianuszka.  Baza jest uwita z wierzby mandżurskiej i przystrojona bukszpanem. Kwiaty materiałowe, ptaszki plastikowo-piórkowe. Pisanki użyte w pierwszym wianku to wydmuszki obklejone kawałkami tkanin i wstążką. W drugim wianku gniazdko to namotana rafia, plastikowe jajeczka i domek... kawałek tekturki odpowiednio pomalowany :D

Czwarty wianek to stroik na stół. Zrobiony z wierzby metoda wicia. Ozdobiony bukszpanem i bibułkowymi kwiatkami.

 Wianek stuuuuczny, że aż strach. Pomimo to ładnie wyszedł :D

 Wianek wiszący z pisankami. Nie kleiłam ozdób, są umocowane na drucikach przełożonych pod wstążką.

Wianek wiszący z domkiem. Jak na pierwszy twór nie wyszedł brzydko...

 Wianek na stół ozdobiony papierowymi krokusikami(dostałoby mi się od mojej nauczycielki florystyki. "Krokus" to łacińska nazwa szafranu, tylko kto mówi poprawnie?)

Ciekawostka, bukszpan na działce moich rodziców przebarwił się w zimę na pomarańczowo. Tylko od strony słonecznej. Poza kolorem wygląda zupełnie zdrowo, wiec to raczej zimowa szata bukszpanu. Wklejam zdjęcie, ponieważ znajomi nie widzieli takiego cosia :D

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Czy coś się świeci w oddali...?

Widziałam! Wczoraj jechałam krajową 12-tką jakieś 100 km i widziałam pierwszą... błyszczącą, mieniąca się barwami tęczy choinkę stojącą na ulicy przed sklepem. Też zapragnęłam "posiadać" taką. Chociaż taką maleńką. Więc musiałam zrobić :D
Oczywiście nie mogła być jakaś sztuczna albo kupiona, tylko moja własna, żywa, pachnąca, absolutnie "florystyczna". Najprościej zrobić z materiałów, które już się posiada, więc wybór padł na styropianowy stożek i zielone gałązki tui. I zaczęło się szaleństwo szpilkowania, czyli wbijania małych kępek z gałązek za pomocą haftek do styropianu.
Moja choinka też stoi przed domem! Co prawda tylko chwilowo, tylko na balkonie i tylko do zdjęcia, ale właśnie ta chwila została uwieczniona :D


środa, 22 maja 2013

Straszna historia nr 007

W miasteczku, o niezwyklej nazwie Górki,
mieszkał Chłop, co pod folią hodował ogórki.
Warzywka były pękate, dorodne,
Swej smacznej nazwy niezwykle godne.
A że mieszkał niedaleko rzeczki,
Topił w niej swoje ogórkowe beczki.
Kiedyś sąsiadka mądra go odwiedziła,
Za głowę się złapała i zabiedziła
Nad marnotrawstwem pięknych beczek.
Pomyślała, że są dobre na sok z porzeczek.
Chłop poskrobał się po głowie,
Zadumał się, co żona na to powie.
Wymyślił interes nie lada
I zaczął chodzić po innych sąsiadach
Oferując swe beczki w zamian za owoce,
Których wszyscy gospodarze mieli krocie.
Zbierał jabłka, wiśnie i gruszki
I wkładał każde do osobnej beczuszki.
Tak przeszła jesień i zima,
A Chłop beczki cały czas w wodzie trzymał.
Czasem tylko pomyślał zasępiony,
Czy za swój czyn nie nasłuch się od żony.
Wiosną otworzył swe skarby pławione.
Patrzy, wącha, a tu wyszło wino uwarzone.


Pierwsze ozdoby z wełny czesankowej z zamkiem :)
Zamek mam tylko plastikowy, ale ozdoby wyszło nie najgorzej. Jeszcze nie wiem, czym mam od spodu podlepić, bo trochę to dziwnie wygląda...

środa, 8 maja 2013

Straszna historia nr 005

Dawno już Was nie straszyłam moją radosną twórczością, wiec nadrabiam zaległości :)

Na łące, gdzie pachną zioła,
Mieszkała mała pszczoła.
I choć normalne paski miała
To dziwnie zygzakiem latała.
Inne pszczoły patrzyły ukosem.
Czasem brzydko rzekły pod nosem.
A nasza gwiazda mała
Bardzo to przeżywała.
Nocami spać nie chciała,
Bo złych koleżanek się bała.
Pewnego dnia bzyczała po cichutku,
Wylewając swoje pokłady smutku.
Usłyszał ją polny konik
Co na głowie miał melonik.
Zgryzota ścisnęła mu serce!
I byłby długo w swojej rozterce,
Gdyby nie dar, który posiadał.
A była to umiejętność nie lada.
Potrafił on w czasie krótkim
W muzykę cudną przekuć smutki.
Pięknie wybrzmiewał dźwięki
Wiążąc je w liryczne piosenki.
Wieczorem, gdy słońce konało, 
Wybrzmiał swą piosnkę całą.
Pszczoły zamarły w zasłuchaniu,
Zdjęte niemocą w oczekiwaniu, 
Kogo ta piękna pieśń chwali?
Czy bohater wynurzy się z dali?
Wtem, zygzakowym pędem nadleciała,
Na boki się kolebiąc, pszczoła mała.
Rytm zgrał się ze skrzydeł trzepotem
A cała pieśń była zgodna z jej lotem.
I pszczołom głupio się zrobiło.
Niby udawały, że coś im się pomyliło.
To nie o ta pszczołę chodziło.
Wiele z nich coś dziwnie majaczyło.
Nikt się nie przyznał do wyśmiewania,
Szturchania, obgadywania i popychania.
Pszczółka ramionami wzruszyła,
Skrzydełka pod wiatr otworzyła
I poleciała w świat szeroki
Po swojemu kolebiąc się na boki.


A oto główna bohaterka. Bibułkowe sznureczki przylepione do wydmuszki. Skrzydła z szyfonu. Obiecałam sobie, że nie będę na blogu wklejała starych zdjęć, ale się złamałam i pszczołę sprzed dwóch lat prezentuję :)

piątek, 19 kwietnia 2013

Straszna historia nr 004

Gdy zmierzchało, do domu wróciłam,
Zadowolona, że przed gwarem się schroniłam.
W ciszy i spokoju w fotelu zasiadłam
Czując, że chwilę szczęścia skradłam.
Jednak coś mą błogą rozkosz przerwało.
Jakby coś w kuchni popiskiwało...?
Ale co to być takiego może?
"Chyba to piszczy na dworze."
Im dłużej nasłuchiwałam
Coraz więcej dźwięków odbierałam.
"No nic, czas ruszyć cztery litery,
Muszę zobaczyć kto robi mi takie numery."
Wkraczam do kuchni trzymając się pod boki,
Oczyma zataczam krąg szeroki,
Żeby dojrzeć gościa niechcianego
Absolutnie tu niezapraszanego.
Hmmmmmmmmmmm...
Patrzę i nie widzę, nasłuchuję, a tu cisza,
Jakby tu nikt nie mieszkał nie tylko dzisiaj.
Z politowania załamałam ręce obie
"Oj Benia, co ty masz w tej głowie?"
Zawstydzona rakiem się wycofuję,
Ale... zaraz... ZNOWU COŚ POPISKUJE!!!
Wszystkie kątki przeszukuję,
Ostrym jadem przy tym pluję.
"To moja kuchnia, ty piskaczu wstrętny,
Jesteś tutaj wybitnie zbędny!!!"
Aż tu widzę, coś żółte takie,
Na upartego można to nazwać... ptakiem?
Wpadło toto do mojego koszyka,
Teraz wyjść nie może i w nim bryka.
Skrzydełka ma małe, nogi powykręcane,
I w ogóle takie jakby zdefasonowane.
A jakby tego wszystkiego było mało,
To na koszyk inne coś przyleciało.
A to drugie jakby śmielsze,
Z dzioba widać, że weselsze.
Coś ćwierkoli do tego głuptaka,
Szczerze gada, jak ptak do ptaka.
Czekam i słucham pełna ekscytacji
Czy coś wyniknie z tej konfrontacji.
Ale to trwało bez końca,
Aż się zrobiłam śpiąca.
Więc poszłam do pokoju,
Zostawiając ptaszki w spokoju.
Teraz leżę i myślę czy ranek
Przyniesie mi więcej takich niespodzianek.
Bo ptaki, choć kalendarza nie znają,
W kwietniu się przecież rozmnażają.
Cóż, przyjmę to na klatę
A one może odwiedzą mnie latem...


Tutaj mały gagatek wpadł do koszyka i nie mógł się sam wygrzebać.

Tutaj zagadał z kolegą, ale ten się wypiął i nie chciał mu pomóc.

A tutaj ja się wreszcie zlitowałam i wypuściłam nielota na zielone...

A nielot jest z filcu i koralików i drutu, a po pachy wypchany jest watą, bo nie miałam nic innego pod ręką. A kaczek szydełkowy jest kordonkowy. A koszyczek jest papierowy. A "trawka" i "niebo" czeka na przypływ mojej weny, żeby stać się czymś innym...

czwartek, 28 marca 2013

Wielkie jajcowanie

Pisanki, pisanki jajka malowane.
Nie ma Wielkanocy bez barwnych pisanek.


Kiedy sięgam do mych dziecięcych wspomnień wielce radosnych, z mego zaśmieconego mózgu wypływa obraz przygotowań do Świąt Wielkiej Nocy. Naszym głównym zajęciem w tym okresie było wyżeranie z garów wszelkich pyszności (i kombinowanie, jak tu nie zostać przy tym przyłapanym); sprzątanie, a raczej znajdowanie różnych, dawno już utraconych przedmiotów oraz malowanie pisanek. Pisanki, nazywane u nas "kraszankami", były najpierw powlekane rozgrzanym woskiem, a potem gotowane w łuskach cebuli. Teraz wiem, że ta technika nazywa się "batik". W naszym domu wosk rozgrzewaliśmy w metalowym pudełeczku po paście do butów. Jako rysik-podajnik wosku, służyła szpilka lub igła. Wzorki były różne, mieliśmy pełną dowolność tworzenia. Tak przygotowane jajca wkładało się do gara z łuskami z cebuli. Te łuski pozyskiwało się przez jakiś miesiąc, a i w sklepie kupując warzywka, trzeba było wybierać te w wielowarstwowych brązowych ubrankach (oczywiście cebulowe golasy co do jednego były spożytkowane przez Święta).  Wszystko to gotowaliśmy baaaardzo długo (chyba z godzinę) na wolnym ogniu. Potem trzeba było jeszcze czekać całą noc, żeby kolor "naszedł". Rano wyciągało się te piękności i przecierało szmatką z tłuszczem, żeby się pisaneczki pięknie błyszczały. A czasem, kiedy zabrakło wosku, na takich czerwonych jajcach wydrapywaliszmy wzorki żyletką. 
Podobno na zielono można w świeżym zbożu gotować, a na fioletowo w burakach. Nigdy nie praktykowałam tego, wiec nie wiem jaki jest efekt tych zabiegów. 
Teraz już nie robimy takich jajeczek, ponieważ: gotującą się cebulę czuć w całym domu; garnek "zachodzi na wieki" od cebulowych łusek; gotowane jajka są mniej trwałe niż wydmuszki - a ostatnio skorupki jajek bardzo "trzaskają" przy gotowaniu; nie mamy wosku, a nawet jak mamy, to lenia też mamy i łatwiej jest zrobić inne jajca.
A niżej wklejam te "inne jajca", zrobione przez moje (och, jakże zdolne) łapki. Oczywiście, że zdjęcia robione "na szybko", jak zwykle zresztą...


Jajca z materiałów naturalne. Owijane bardzo naturalną niteczką i z przylepionymi bardzo naturalnymi sosnowymi nasionkami.

Jajca szydełkowe. Wzorków jest kilka, odrobione z gazetkowych schemacików.

 Jajca karczochowe. Tyle mi się ostało, reszta poszła "w dobre ręce".

Jajca bibułkowe. Z założenia wyprodukowane do podłaźniczki wielkanocnej.

czwartek, 28 lutego 2013

Co robią Króliki w lutym?

W marcu zwierzątka się marcuję, a co robią w lutym? Lutują się?
Większość moich znajomych posiada jakiegoś udomowionego zwierzaczka. Jedni mają rybki, inni psiaki czy koty. Ja, z różnych powodów, nie posiadam żywych stworów. Ale czasem mam ich substytuty :) Najczęściej przybywają do mnie na wiosnę, koło Wielkanocy jest ich wysyp, a letnią porą ich ilość się normuje. Ostatnio, chociaż zima się jeszcze nie skończyła i panuje nam (już miłościwie cieplejszy) luty, zaobserwowałam nowy objaw zmasowanego ataku zwierzątkowego na moje domostwo. Mianowicie: w moim domu rozmnożyły się Króliki. Zaczęło się od jednego niebieskiego marchewkożercy, a teraz jestem w posiadaniu całego stadka. Na szczęście są niekłopotliwe i mieszkają w pudełku.
Króliki są uszyte ze ściereczek filcowych. Dwie jednakowe połówki zszyte na maszynie, główki wypchane watą, w dolnej części rozpycha się wydmuszka. Ozdabiane przez zdolne rączki dzieci z "niższej" podstawówki.


Moje Króliki. Chwilowo bardzo grzeczne, bo zapatrzone w ekscytujące obrazki na ścianie :)

Melanżyk u "Króliców". Ach, ale się działo...

 Uciekające Króliki. Spryciarze skołowały sobie pojazd matlesowy!


wtorek, 19 lutego 2013

Kukuryku w papierowym koszyku

Zapragnęłam jakiejś odmiany w mojej szarej codzienności i w myśl tego wyrwałam się na parę dni z domu, żeby "postolicować" się. Przyjechałam z radosną pieśnią na ustach (bo przecież miało być tak pięknie!!!), miałam grzać się w smogu wielkiego miasta, stąpać po nagrzanym bruku!!! A tu nic z tego (tzn wyszło jak zawsze), ponieważ na ulicy leży śnieg, z nieba pada śnieg i w ogóle śnieg rządzi tym światem. buuu... I znowu muszę sobie znaleźć mały substytut wiosny. W sumie nie trudno o to w domu pełnym "przydasiów". Kilka minut grzebania w magicznej szafie i przyplątał się pękaty maluch. Trochę był natrętny, niczym "Ósmy pasażer...". Wskakiwał na sprzęty wszelakie, a niby mówią o nim "nielot". Nawet niebieskiego królika próbował zbałamucić. Po prostu jakaś "Sodomia i Gomoria"... W przypływie głodu usiłował dokonać aktu konsumpcji krokusów, jednak ich krepinowe płateczki okazały się mało strawne. Koszyczek z papierowej wikliny również oparł się niszczycielskiemu rozpychalnictwu skrzydlatego grubaska. No i co ja mam z takim spryciarzem zrobić???

 Nielotny wydmuszkowy przyjemniaczek.

Koszyczki papierowe z zawartością...

 Krepinowe krokusy w ilości duuuużej...

czwartek, 10 stycznia 2013

Malowanki-cacanki

Znowu przyszła odwilż. I dlaczego roztapiający się śnieg wygląda jeszcze brudniej niż to co pod spodem? Zawsze mnie to zastanawiało. Żeby chociaż słoneczko błysnęło łaskawym okiem! Ale nie ma tak dobrze. Żeby nie popaść w totalną depresję i bezgraniczne przygnębienie, przyniosłam ze sobą malutkie wspomnienie lata. Pamiętacie upalne lato? Leniwy spacer polną ścieżyną wzdłuż pachnących łąk i pól... Zapach świeżo skoszonej trawy... Szum zboża na wietrzne... Kwiaty w pszenicznych łanach jak pawie oczka, cieszące oczy i radujące duszę...
Właśnie takie ulotne, lecz jakże ciepłe obrazy, dały początek moim "och jakże wspaniałym i gustownym" (po)tworkom "nasłoiczkowym" i "nabutelkowym". Malowane na Naszym kółku w MDK-u. To moje pierwsze dzieła na szkle, malowane specjalnymi farbami. Jakoś tak w amoku twórczym nie doczytałam, czy te farby są do wysychania na powietrzu, czy jednak muszę je upiec w piekarniku...? A może mi właśnie wtedy spłyną i będę miała gustowną abstrakcję :)
Oczywiście, że miałam problem z ujarzmieniem rozlewającej się wszędzie farby. Nie chciała schnąć, kiedy powinna. W ogóle zero współpracy! Na razie zostawiłam to w tej postaci do wyschnięcia. Może na następnych zajęciach jakoś to ogarnę i dopracuję szczegóły...
Zdjęcia są robione na szybko. Jak potworki wrócą do domu, podmienię je na ładniejsze.


 Słoiczki z przeznaczeniem na ciasteczka, cukiereczki i inne frykasy, po które sięga się w momentach "chwilowej potrzeby"


 Butelka, cóż, jak zawsze już pusta butelka będzie flakonikiem...

niedziela, 16 grudnia 2012

Drugie życie papieru

Wielkimi krokami zbliża się, ach jakże ogromną radością przepełniający serce, czas Gorączki Przedbożonarodzeniowej. U mnie objawia się to przeważnie brakiem czasu na wszelkie czynności związane ze szzztuką. Dlatego już teraz wykończyłam moje ozdoby (na)choinkowe, (na)stolikowe i (na)ścienne. Od czasu do czasu wyciągałam z mojego "kątka rzeczy porzuconych" kawałek papierowej rurki a'la wiklina :) i motałam z niej jakieś "cosie". Niestety, tylko niektóre twory nadawały się do dalszej obróbki. Najgorsza porażka to choinki-po prostu załamka, chyba spalę je w ognisku, żebym nie doznała szoku i zgorszenia jeśli kiedyś wygrzebię je z mojego "kątka". Podziwiam ludzi, którzy potrafią to jakoś ogarnąć!!! Najprostsze, i co za tym idzie, najprzyjemniejsze do robienia, są gwiazdki. Równie przyjemne i szybkie jest przyozdabianie ich. I można wtedy popuścić wodze fantazji :)
Te twory mają stelaż z drutu. Najwygodniej jest ukręcić rurkę i wepchać do środka drut. Ja użyłam drutu zakupionego w sklepie budowlanym-jest dość cienki i miękki na tyle, że wyginam go w ręku. Potem już pustą rurką owijam stelażyk. Pryskam złotą farbą w sprayu. Wymyślam co nalepić i gotowe :)


Wszystkie rodzaje namotanych papierowo-wiklinowych "cosi".

Twory z przyozdobieniem. Każda ozdoba jest inne.

Gwiazdki podczas zwiedzania kiermaszu, przyłapane na brataniu się z innymi indywiduami :)

wtorek, 11 grudnia 2012

Świeczki nieświeczliwe

Odzyskałam ładowarkę do aparaciku, co widać z ilości wklejonych postów w dniu dzisiejszym. A że pod koniec roku najczęściej robi się porządki, wkleję parę znalezionych zdjęć na temat ozdób z makaronu. Najprostsze do zrobienia z makaronów są świeczki i aniołki. A najlepszy przyjaciel każdego Aniołka to oczywiście makaronik w kształcie gwiazdki lub choinki, dostępny w czasie Świąt w marketach. Proste, ale bardzo efektowne rozwiązanie. Makaronowe choinki to już wyższa szkoła jazdy. Te mają podstawę ze zrolowanego kartonu (można też użyć podstawy styropianowej, ale takie rozwiązanie jest droższe i... cóż... nie wszędzie można dostać styropian o pożądanym kształcie). Klejone na klej na gorąco, dlatego pokryte są cieniutką "pajęczynką". Można użyć kleju typu wikol, ale on dłużej schnie.

Świeczki makaronowe wydobyte z makaronowego "śmietnika".

Anioły jeszcze nie pomalowane. Główki z orzechów laskowych, włoski z kaszy.

 Makaronowe choinki, jeszcze nie przyozdobione.