menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzyby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzyby. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 czerwca 2014

A widział ktoś takie anomalie na wiosnę?

Nabyłam rower drogą kupna. Niby nic ciekawego, niby większość z nas posiada, niby proza życia. Jednak z moim rowerem przyszła do mnie garść niespodzianek. Na każdej przejażdżce coś ciekawego zobaczę, zauważę lub znajdę. Często są to tylko wrażenia wzrokowe, ponieważ rowerem można wjechać w prawie każdą dziurę niedostępną dla auta, a na piechotę zazwyczaj za daleko. Na jednej z majowych wycieczek spadło na mnie ZASKOCZENIE w postaci... grzybów. Odróżniam sześć rodzajów grzybów jadalnych od całej reszty, których nie znam, nie jestem pewna lub po prostu źle im spod kapelusza patrzy i nie biorę. Kiedy stanęłam na poboczu leśnej dróżki, kiedy szukałam spokojnej traweczki, żeby tam odsapnąć i wyrównać oddech, kiedy błędnym wzrokiem zatoczyłam dookoła, moje oczy natrafiły na znajomy kształt. Zanim pomyślałam, że to trochę nie ta pora roku, to już łapki same się wepchały pod brązowy kapelusik. A jak przystało na zajączki, grzybki zebrały się w kupkę i czekały aż ktoś je odnajdzie. No i znalazła się taka szczęściara :D
Dodam tylko, że znalazłam je w okolicach Częstochowy. Poszperałam w necie i znalazłam artykuł, że w tym roku właśnie takie anomalie się zdarzają.

 Wiem, że to zbrodnia wyrywać grzybki ze wszystkimi korzonkami, ale to był impuls... no i na wycieczki rowerowe nie biorę sprzętu ostrego :/

No dobra, przyznam się... włożyłam je w bluzę od dresu i spadły mi z roweru, dlatego mają takie obskrobane kapelusiki :p

poniedziałek, 21 października 2013

Straszna historia nr 008

podtytuł: Jak z prawdziwego nicponia zrobić kozaka!!!

Jak wieść gminna niesie,
W drewnianym domku przy lesie,
W pewien mglisty poranek,
Wyszedł Stary Grzyb na ganek.
Usiadł on ciężko na ławce,
I zamyślił się przy porannej kawce.
A kłopot miał niemały
I stąd jego frasunek cały.
Miał on bowiem czterech synów w domu
Ale żaden z nich nie chciał pomagać nikomu.
Wszystko z lodówki wyżerali,
Żadną pracą rąk nie kalali.
Leniuchy wstrętne z nich były!
A grubi! Może stąd nie mieli siły?
Grzyb myślał co zrobić z urwisami
I już skończyć ze swymi troskami.
Wtem przyszedł mu pomysł do głowy,
Żeby wysłać ich do lasu na łowy.
Niech zobaczą jakie ciężkie życie w borze,
Kiedy jeden drugiemu nie pomoże.
Zbudził chłopców i wyprawił w knieje.
A ile się przy tym nasłuchał! Włos siwieje!
Synów wiele dni nie było,
Ale plotki chodzą, że im się powodziło.
Zbudowali szałas, zbierali jagódki,
W słodkim leśnym miodzie topili smutki.
Czasem coś upolowali, z piór oskubali,
Upiekli, ugotowali i z głodu nie przymierali.
Leśne życie ich zahartowało
I tak przetrwali jesień całą.
Twarze im się wydłużyły, schudli, zmężnieli,
Na zimę do domu wrócili.
Grzyb cieszył się z ich odmiany,
Bo wrócili nie ciapciusie, a Pany!
I pogrzebano stare smutki,
Bo każdy z synów był jak ojciec ładniutki.


Rodzina Grzybów w pewien smutny, mglisty poranek :(

Ta sama rodzina po leśnej transformacji :)

czwartek, 6 września 2012

Grzyby

Byłam w lesie na grzybach. Co krok, to grzyb. Niestety, żaden nie był "tym właściwym", szlachetnym grzybem. A kiedyś wydawało się to takie proste! Potykanie się o grzyby w lesie było prawie sportem narodowym. A tu...? Na otarcie łez zabrałam do domu w koszyczku ino zdjęcia.