menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 listopada 2017

Czasem Natura coś zmaluje...

Jakoś tak, zupełnie przypadkiem, znalazłam zdjęcia z listopada zeszłego roku. Wszystkim zadawałam pytanie "co to jest?"



Kwiat stworzyła na asfalcie sama Natura. W ten akt twórczy zamieszane były również woda i przymrozek. Przyłapane na gorącym, a raczej zimnym uczynku, próbowały zwieść wszystkich swymi pięknymi przebraniami. Jednak wystarczyło chwilę poczekać na palące oko Słońca, a prawda wyszła na jaw :D

a prawda wygląda jak zawsze... ciapowato, ehhhh...




poniedziałek, 21 marca 2016

Dogonić wiosnę

 Pierwszy dzień wiosny przywitał mnie... a jakże by inaczej, deszczem ze śniegiem. Ale przezornie noszę ze sobą aparat fotograficzny i cyknęłam zdjęcia w sobotę. A pierwszym napotkanym kwiatem w pobliskim parku był... PRZEBIŚNIEG. Nie wiem dlaczego zawsze myślałam, że pod tą nazwą kryje się biały kwiatek. Ale doedukowałam się i znalazłam jego drugą nazwę: RANNIK ZIMOWY. Kwiatuszki są tak maleńkie, że chodząc nieuważnie po trawniku, można je niechcący rozdeptać. Ich pojawienie się świadczy o jednym, już nadchodzi wiosna :D




W nawiązaniu do tytułu mojego posta, wklejam drugie zdjęcie. Absolutna zima, zdjęcie robione ok 3 tygodnie temu na Babiej Górze przez mojego Kolegę(wymęczyłam pozwolenie na wklejenie :p). Zero fotomontażu. Wg mnie jest to Mikołaj na sankach uciekający przed nadchodzącą wiosną :D

 A to zdjęcie... cóż... pożegnajmy białe choinki i niech nastanie wszechobecna, kojąca oczy zieleń :D


wtorek, 24 listopada 2015

Takie dziwy w ogrodzie...!

Cztery dni temu, będąc w odwiedzinach u Rodziców, zrobiłam "inspekcję" ich ogródka. I co znalazłam? Anomalie roślinne. Na jednej z rabatek wyrósł kwiatek.

Jakość fotki może nie najlepsza, ale widać jak bardzo zimno kwiatuszkowi :(
zdjęcie z 19.11.15r.

Zrobiłam z Mamą burze mózgów, bo nie pamiętamy co to dokładnie za kwiatuszek... po listkach zawilec, ale jaki? Sam się wysiał? Czy może to nasz zawilec... ale czemu wiosenny kwiatek zakwitł jesienią? 
Poszperałam w starych zdjęciach i znalazłam rabatkę w majowej odsłonie

Widać na środku pod najniższymi kwiatuszkami pączek zawilca, który wygląda tak jak nasz jesienny wyrostek :D


Wklejam dwa zdjęcia, ponieważ jakość średnia, jak to z telefonu...

Ten kwiatuszek to zawilec wielkokwiatowy - Anemone sylvestris
Znalazłam taki opis w necie: "...gatunek rośliny należący do rodziny jaskrowatych. Występuje w Europie i Azji. W Polsce jest objęty ochroną. Roślina dorastająca do 30 cm wysokości.  Pod ziemią roślina posiada wrzecionowate kłącze z długimi rozłogami. Na pojedynczych pędach pojawiają się białe kwiaty o delikatnym zapachu i średnicy do 7 cm. Ładnie prezentują się także puszyste, biało-wełniste nasienniki. Bylina, hemikryptofit. Kwitnie od kwietnia do końca maja. Wytwarza dużo pyłku, jest owadopylny. Pod wieczór kwiaty zamykają się i zwisają. Siedlisko: suche, słoneczne zbocza, widne, suche lasy i ich obrzeża, murawy. Nasiona rozsiewane są przez wiatr. Preferuje gleby luźne, żyzne, zawierające wapń. Roślina może także rozmnażać się wegetatywnie. Cała roślina jest lekko trująca. Powoduje mdłości, biegunki, krwawienia i podrażnienia skóry. Jest to roślina rosnąca dość szybko."
I faktycznie, rośnie bardzo szybko :D



wtorek, 30 grudnia 2014

Niezwykła latarenka

Czasem tak bywa, że coś na pozór zwyczajne, przyciągnie nasz wzrok, zachwyci swą niezwykłością, zatrzyma na dłuższą chwile. Czasem wrażenie jest tak ulotne, że dokładnie nie wiadomo o co chodzi. Właśnie doznałam tego niedawno. Kilka suchych kwiatów z białymi czapkami przypomniało mi o pewnej LATARENCE. Nie wiem skąd się wzięli ludzie niosący światło na wrocławskim rynku, ale spotkanie ich było tak niezwykłe, ze aż mnie przytkało. Może krótkie śledzenie ich poczynań nie było w porządku, ale jakże miałam uwolnić się od czaru jaki wokół siebie roztaczała magiczna latarenka? Wszak wyglądało to jakby wyszli z dawnych opowieści...

Moje latarenki kwiatowe. Nie pamiętam nazw dwóch pierwszych, ale trzecie to miechunka :D

 Absolutnie magiczna latarenka...

 Wrocław bez krasnala?!!! Więc przyprowadziłam łobuza rozkręcającego lampy :D

Przyszła zima...

Nadszedł Dzień. Nieśmiało, z chmurami zasłaniającymi słońce jak powieki zakrywają ciekawe świata oczy. Dzień nie przyszedł sam. Przyprowadził ze sobą koleżankę. A ona, jak to kobieta, lubi błyskotki, świecidełka i ładne szatki. Koleżanka zwie się ZIMA. A to zdjęcia z jej pobytu :D









wtorek, 25 listopada 2014

Wynajmę kawałek powierzchni półkowej Misiowi...

Jak wieść gminna niesie, dziś jest Dzień Pluszowego Misia. Oczywiście, jak prawie każde małe "święto" i to przyszło do nas ze Stanów. Ale to bardzo przyjemny dzień, trochę jak powrót do wspomnień z dzieciństwa. Swoich własnych misiów nie miałam... tzn miałam, ale dziwnym trafem szybko zmieniały właścicielkę i trafiały do stadka pluszaków mojej siostry, a u mnie mieszkały tylko jakieś smutne króliki. Dlatego po wielu latach postanowiłam przygarnąć chociaż jednego słodkiego Pluszaczka-Misiaczka, który zamieszka ze mną na dłużej. Kupić w sklepie nie mogę, ponieważ to nie jest to samo, co "przybysiowy". Nikt mi raczej nie kupi, ponieważ już nie mam kilku(nastu) lat. Więc muszę zająć się... kuszeniem Misia. Odrobiłam lekcję z "misiologii" i wiem, że Misie najbardziej na świecie lubią miód:

"I gdy Królik zapytał: – Co wolisz, miód czy marmoladę do chleba? – Puchatek był tak wzruszony, że powiedział: – Jedno i drugie. – I zaraz potem, żeby nie wydać się żarłokiem, dodał: – Ale po co jeszcze chleb, Króliku? Nie rób sobie za wiele kłopotu."
A.A. Milne

Najprostszy sposób na znalezienie Misia, to zaczaić się przy ulu. A w moim pudełeczku ze zdjęciami znalazłam takie ule :D

Wygiełzów
Męćmierz koło Kazimierza Dolnego

Pszczyna

piątek, 13 czerwca 2014

Co wącha królowa Charlotta w swym ogrodzie...

Zwiedzając różne zakątki świata, najbardziej lubię zaglądać ludziom do ogrodów. Co też mają ciekawego, czy jakieś warzywa-giganty, niebywale piękne kwiaty czy też cudne krzewy o niespotykanym wyglądzie. Ostatnio odwiedziłam Berlin. Obowiązkowa wycieczka po parkach i ogrodach i... ach cóż widzę!!! W przebogato zdobionym pałacu Charlottenburg królowa Charlotta w pięknej złoconej donicy ma...

nie magnolie upojnie pachnące i różane krzewy cudnie wyglądające 

nie rododendrony królewskie, czy inne kwiaty, których nawet nazw nie znam


nawet nie polne kwiaty przyciągające oko swym niepozornym urokiem

Na cudnych pałacowych dziedzińcach kwitną znane nam i już trochę opatrzone PELARGONIE!!! Idąc tym tropem, większość z nas ma prawdziwie królewskie kwiaty na balkonach, tarasach i w ogrodach :D

w tle Pałac Charlottenburg, Berlin

A widział ktoś takie anomalie na wiosnę?

Nabyłam rower drogą kupna. Niby nic ciekawego, niby większość z nas posiada, niby proza życia. Jednak z moim rowerem przyszła do mnie garść niespodzianek. Na każdej przejażdżce coś ciekawego zobaczę, zauważę lub znajdę. Często są to tylko wrażenia wzrokowe, ponieważ rowerem można wjechać w prawie każdą dziurę niedostępną dla auta, a na piechotę zazwyczaj za daleko. Na jednej z majowych wycieczek spadło na mnie ZASKOCZENIE w postaci... grzybów. Odróżniam sześć rodzajów grzybów jadalnych od całej reszty, których nie znam, nie jestem pewna lub po prostu źle im spod kapelusza patrzy i nie biorę. Kiedy stanęłam na poboczu leśnej dróżki, kiedy szukałam spokojnej traweczki, żeby tam odsapnąć i wyrównać oddech, kiedy błędnym wzrokiem zatoczyłam dookoła, moje oczy natrafiły na znajomy kształt. Zanim pomyślałam, że to trochę nie ta pora roku, to już łapki same się wepchały pod brązowy kapelusik. A jak przystało na zajączki, grzybki zebrały się w kupkę i czekały aż ktoś je odnajdzie. No i znalazła się taka szczęściara :D
Dodam tylko, że znalazłam je w okolicach Częstochowy. Poszperałam w necie i znalazłam artykuł, że w tym roku właśnie takie anomalie się zdarzają.

 Wiem, że to zbrodnia wyrywać grzybki ze wszystkimi korzonkami, ale to był impuls... no i na wycieczki rowerowe nie biorę sprzętu ostrego :/

No dobra, przyznam się... włożyłam je w bluzę od dresu i spadły mi z roweru, dlatego mają takie obskrobane kapelusiki :p

Jak się nie ma, co się lubi...

Z powodu chronicznego braku czasu zaniedbałam moją radosną twórczość. Ale żeby nie było tutaj tak ubogo, wkleję trochę zdjęć :D

Jako typowe dziecko blokowiska, bez własnego poletka, bez ogródka, posiadając tylko namiastkę tarasu potocznie zwanego "balkonem", cieszę się z każdego kawałka zielonej oazy, jaką na owym balkonie da się stworzyć. A możliwości są, tylko trzeba je zrealizować i... pielęgnować. Ze swojego kawałka przestrzeni za oknem bardzo dobrze korzysta moja Siostra Cioteczna. Połączyła przyjemne z pożytecznym i wyhodowała cudowne kwiatki o urzekającym zapachu i... smaku. Stała się posiadaczką małej balkonowej plantacji truskawek i poziomek doniczkowych. Ekologiczne i pachnące czerwone kuleczki cieszą nie tylko oczy ale i kubki smakowe.
Owoce dzielnie zniosły najazd "krewnych i znajomych Królika"(tzn. głupio było wszystkie od razu pożreć :p) i nadal cieszą oczy swojej właścicielki.

 Niewielkie rozmiary krzaczków świadczą o bardzo naturalnym ich pielęgnowaniu. Tylko słońce i woda :D

 Truskawki na wysokości 4 piętra smakują najlepiej i mają odpowiednie nasłonecznienie :D

Wstrętna mała mucha, która twierdziła, że "była tu pierwsza"!!! eh...

poniedziałek, 21 października 2013

Straszna historia nr 008

podtytuł: Jak z prawdziwego nicponia zrobić kozaka!!!

Jak wieść gminna niesie,
W drewnianym domku przy lesie,
W pewien mglisty poranek,
Wyszedł Stary Grzyb na ganek.
Usiadł on ciężko na ławce,
I zamyślił się przy porannej kawce.
A kłopot miał niemały
I stąd jego frasunek cały.
Miał on bowiem czterech synów w domu
Ale żaden z nich nie chciał pomagać nikomu.
Wszystko z lodówki wyżerali,
Żadną pracą rąk nie kalali.
Leniuchy wstrętne z nich były!
A grubi! Może stąd nie mieli siły?
Grzyb myślał co zrobić z urwisami
I już skończyć ze swymi troskami.
Wtem przyszedł mu pomysł do głowy,
Żeby wysłać ich do lasu na łowy.
Niech zobaczą jakie ciężkie życie w borze,
Kiedy jeden drugiemu nie pomoże.
Zbudził chłopców i wyprawił w knieje.
A ile się przy tym nasłuchał! Włos siwieje!
Synów wiele dni nie było,
Ale plotki chodzą, że im się powodziło.
Zbudowali szałas, zbierali jagódki,
W słodkim leśnym miodzie topili smutki.
Czasem coś upolowali, z piór oskubali,
Upiekli, ugotowali i z głodu nie przymierali.
Leśne życie ich zahartowało
I tak przetrwali jesień całą.
Twarze im się wydłużyły, schudli, zmężnieli,
Na zimę do domu wrócili.
Grzyb cieszył się z ich odmiany,
Bo wrócili nie ciapciusie, a Pany!
I pogrzebano stare smutki,
Bo każdy z synów był jak ojciec ładniutki.


Rodzina Grzybów w pewien smutny, mglisty poranek :(

Ta sama rodzina po leśnej transformacji :)

wtorek, 30 lipca 2013

Krymowanki :)

Ostatnio trochę mnie tu nie było, ponieważ jeździłam po Polsce i po świecie. Zacznę może od Świata. W tym roku byłam tuż za miedzą, znaczy u sąsiadów, znaczy na Ukrainie, znaczy dokładnie na Krymie. Ładnie, ciekawie, kolorowo, pachnąco, upalnie itd. Trochę jakby powrót do Polski lat 90-tych. Zachwyciły mnie kręte drogi po górach, chociaż bardzo się cieszyłam, że nie ja prowadzę auto :) Ciepłe, bardzo czyste morze zrekompensowało kamieniste plaże parzące stopy. A przyroda!!! No i nie było komarów :D
Trochę zdjęć przyniosłam, to się pochwalę:

Pałac Liwadyjski w Jałcie i sławne trzy palmy

 Jaskółcze Gniazdo w Jałcie widziane od strony morza

Sudak. Też tam się smażyłam :)

Sudak. Twierdza Genueńczyków. Na moje oko Chiński Mur w miniaturze


Bakczysaraj. Pałac Chana Krymskiego. Meczet i Fontanna Łez.

Cerkiew na górce. Czasem takie perełki rzucają się w oczy i mordka sama się cieszy :)

Górki i pagórki widziane z auta

Księżycowe pożegnanie dnia...