menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2015

Takie dziwy w ogrodzie...!

Cztery dni temu, będąc w odwiedzinach u Rodziców, zrobiłam "inspekcję" ich ogródka. I co znalazłam? Anomalie roślinne. Na jednej z rabatek wyrósł kwiatek.

Jakość fotki może nie najlepsza, ale widać jak bardzo zimno kwiatuszkowi :(
zdjęcie z 19.11.15r.

Zrobiłam z Mamą burze mózgów, bo nie pamiętamy co to dokładnie za kwiatuszek... po listkach zawilec, ale jaki? Sam się wysiał? Czy może to nasz zawilec... ale czemu wiosenny kwiatek zakwitł jesienią? 
Poszperałam w starych zdjęciach i znalazłam rabatkę w majowej odsłonie

Widać na środku pod najniższymi kwiatuszkami pączek zawilca, który wygląda tak jak nasz jesienny wyrostek :D


Wklejam dwa zdjęcia, ponieważ jakość średnia, jak to z telefonu...

Ten kwiatuszek to zawilec wielkokwiatowy - Anemone sylvestris
Znalazłam taki opis w necie: "...gatunek rośliny należący do rodziny jaskrowatych. Występuje w Europie i Azji. W Polsce jest objęty ochroną. Roślina dorastająca do 30 cm wysokości.  Pod ziemią roślina posiada wrzecionowate kłącze z długimi rozłogami. Na pojedynczych pędach pojawiają się białe kwiaty o delikatnym zapachu i średnicy do 7 cm. Ładnie prezentują się także puszyste, biało-wełniste nasienniki. Bylina, hemikryptofit. Kwitnie od kwietnia do końca maja. Wytwarza dużo pyłku, jest owadopylny. Pod wieczór kwiaty zamykają się i zwisają. Siedlisko: suche, słoneczne zbocza, widne, suche lasy i ich obrzeża, murawy. Nasiona rozsiewane są przez wiatr. Preferuje gleby luźne, żyzne, zawierające wapń. Roślina może także rozmnażać się wegetatywnie. Cała roślina jest lekko trująca. Powoduje mdłości, biegunki, krwawienia i podrażnienia skóry. Jest to roślina rosnąca dość szybko."
I faktycznie, rośnie bardzo szybko :D



niedziela, 4 listopada 2012

Gałązkowe namotanki

Liście lecą z drzew
Liście lecą z drzew


Pomimo chwilowego (niestety) ocieplenia, już czuć w powietrzu listopadowy chłód. Łyse drzewa smętnie zaglądają w okna. Wszystko oklapło, łącznie z nastrojem. Parę minut uśmiechu słońca to absolutnie zbyt mało, żeby z energią zabrać się za cokolwiek. A już twórcza praca, to doprawdy wyczyn. Lecz ja, pomimo tak wielkich przeciwności losu, wybrałam się wczoraj na łowy. Łupem pało dużo gałązek (czasem mówią na to witki, ale mnie się to źle kojarzy. Tak... biologicznie i historycznie), szczególnie brzozowych, jeszcze trochę ulistnionych. Dziś, w chwilach wielkiej "nudy" rozpoczęłam motanie moich zdobyczy. Jak na moje pierwsze dzieła, nie wyszły złe, chociaż troszeczkę krzywe. Na początku budowa koła szła opornie. Przy trzecim już wiedziałam co i jak ze sobą składać. A po piątym rwałam się do robienia następnych kółeczek. Niestety, zbiory okazały się jednak zbyt małe. Ale nic straconego, jeszcze nie wszystkie soki w brzozach zamarły! A tymczasem plecionki nabierają kształtu i czekają na mój następny okres "nudy", aby nabrać wyglądu wianków bożonarodzeniowych.

Leca liście z drzew. Jeszcze... 

Moje cudeńka namotane z gałęzi. Oczywiście, że nocne zdjęcie, dlatego takie niewyraźne...

środa, 31 października 2012

Dyniowe święto :)

Ostatnio rozmyślałam dużo o "polskiej złotej jesieni". Szczególnie w ostatnim tygodniu, kiedy za oknem panowała omalże nieskalana... biel. Śnieg w październiku. Po prostu rozkosz!!! Ale, ponieważ jestem "niestrudzoną poszukiwaczka", szukałam bardzo złotej jesieni w różnych zakamarkach. A to na jabłonce uśmiechało się do mnie rumiane cudeńka, a to na polu kukurydzy szczerzyły się ziarenkami kolby, a to w lesie coś niesamowitego ukazywało mi swoje wdzięki. Jednak, jak we wszystkich poszukiwaniach, nie wzięłam pod uwagę "przypadku". Bo to właśnie "przypadek" sprawił, że w moim domu niespodziewanie, drogą darowizny i to podwójnej, zjawił się ON. ON miał przeznaczenie zupowo-kompotowe. Już ostrzyłam noże do rzezi! Już największy gar w całej mojej kuchni szykowałam! Już ślina mi do pasa zwisała! Już podwijałam rękawy... Aż tu... spojrzałam w te oczęta wystraszone. Troszkę gniewne, ale takie prawie jak żywe. No i ON został u mnie nietknięty. Teraz panoszy się w kuchni. Zagląda do garnków szukając przysmaczków. Nie jest uciążliwy. Za to niezmiennie, codziennie, o każdej porze dnia i nocy, przypomina, że to jeszcze jest, miłościwie nam panująca, JESIEŃ!!!

Absolutnie bez fotomontażu. Nawet buziunia nie jest wydrapana przeze mnie

Paru koleżków ONEGO, którzy również mieszkają w mojej kuchni. Jeszcze nie znaleźli własnego miejsca, ale nastąpi to już niedługo.

 To na deser, zdjęcie z mojego pobytu w Chicago. Przygotowania do Halloween.

Jako "wisienka na torcie" dekoracja na ulicy. Po prostu boskie!!! Ujrzenie takiej rozbawionej grupki na swej drodze gwarantuje szczerzenie zębów przynajmniej przez 5 minut :)

sobota, 20 października 2012

Może nad morze...

Morze, nasze morze... tam taratam tam tam tam...


Za oknem już na dobre rozpanoszyła się jesień. Słońce coraz bardziej kapryśne. Smutek chowa się w długich cieniach rzucanych przez sprzęty wszelaki. A akumulatorki energetyczne ledwie ciągną ostatkiem sił. Po prostu usiąść i załamywać ręce. I co w takiej sytuacji najlepiej zrobić? Trzeba sobie poprawić żywot. Ja, w poszukiwaniu sił witalnych, skierowałam swe kroki na północ. W prostej linii, tzn. na ile nasze drogi pozwoliły utrzymać linię prostą, wylądowałam w Darłówku. Nie będę przytaczała ochów i achów, piania pełnego zachwytu i innych wyrazów zadowolenia. Mogę stwierdzić, że było warto nie przespać nocy w zamian za wspomnienia. Wróciłam szczęśliwsza i teraz nawet zima mi nie straszna. Przynajmniej do najbliższego przymrozku...


Droga wiodła nas przez piękne tunele z drzew. Tajemne korytarze, mieniące się barwami jesieni, zachęcały do rozglądania się na boki

A czasem, z tego rozglądania, obraz się rozmywał jak po...

A morze miało różne nastroje. Raz było smutne i niespokojne.

 Potem cichutkie i radosne.

 A czasem romantyczne...

Najczęściej jednak łaskawe...

Pełne życia, w różnych tego słowa znaczeniach.

Niebo również miało swoje życie i to całkiem interesujące. Raz uszczęśliwiło nas tęczą, a kilka razy zaciekawiło głośnym gęgotem.

Czasem nie tylko morska woda nas zaskakiwała. Fontanna, której ulewa się ponad brzegami, a wygląda jakby przeciekała :)

Moje zadziwienia "jak oni wyjmą wszystkie kołki z morza...?"

 Oczywiście MY na plaży podczas kąpieli słonecznych ;)

poniedziałek, 24 września 2012

Jesienne zdobycze

Jesień już od wczoraj panoszy się w parkach i sadach, okrywając złotem i purpurą drzewa. A co od razu przychodzi na myśl o jesieni?? KASZTANKI!! I wszystkie absolutnie piękne rzeczy które można z nich zrobić. Może nie żadne WIEKOPOMNE DZIEŁO, ale zawsze to miło kiedy stworzy się jakiegoś ładnego twora-potwora.  Udałam się więc na łowy do pobliskiego parku. Im dłużej szłam, tym mina mi bardziej rzedła, a kąciki ust opadały coraz niżej. Cztery grupy zbieraczy kasztanów z pełnymi koszyczkami minęło mnie nieśpiesznie... O zgrozo!!! Wszak w parku jest raptem siedem kasztanowców!!! Błąkałam się bez ładu i składu pod drzewami, zbierając pojedyncze "niedobitki" zakopane w liściach. Przy ostatniej grupie drzew, kiedy już prawie pogrążyłam się w czarnej rozpaczy nad perspektywa bardzo porannego wstawania w celu dalszych poszukiwań brązowych skarbów, zobaczyłam jak jakiś chłopak rzuca w drzewo patykiem. Aha!!! Też znalazłam poręczny patyk :)
Kasztany są przeznaczone do produkcji drzewek w ramce. Jak coś sensownego wyjdzie z moich dziwnych pomysłów to oczywiście umieszczę tu zdjęcia.







czwartek, 13 września 2012

Rumiany kusicielek

Mam koleżankę. Koleżanka ma jabłonkę. Jabłonka właśnie teraz ma dużo owoców. Bardzo dużo. W ten oto sposób stałam się posiadaczką paru dorodnych, niezwykle ekologicznych, absolutnie niepryskanych jabłuszek. Nie jestem wielką miłośniczką tych owoców, ale te są wyjątkowo smaczne. No i wśród wszystkich normalnych owocków jest ONO. Wielkie jabłco jednostronnie podpalane słońcem. Koło takiego nie przejdziesz obojętnie. Takie to leży i kusi. Mówi: "ej, ty! wgryź się swymi zębolami  we mnie, aż ci sok po brodzie poleci!" Takie nie musi nawet nic robić. Ono po prostu JEST! Jak jabłko, którym Ewa skusiła Adama. Jak jabłko, które spadło na głowę Newtona. Jak jabłko niezgody, które poróżniło Herę, Afrodytę i Atenę. Jak każde jabłko z przysłowia i powiedzenia. Takie jabłko to może nawet w nocy się przyśnić... Rozważania rozważaniami, a jabłko, nawet największe, nie może wiecznie leżeć na stoliku i  mamić swym urokiem. Muszę podjąć decyzję o dalszym jego istnieniu. Ale to jutro...



Jabłuszko urokliwe w swej rumianej postaci :) Jeszcze w całości...

Jabłuszko urokliwe przy zwykłym, pospolitym jabłku. Dla porównania gabarytów.