menu

poniedziałek, 24 listopada 2014

Przytachałam zielsko do domu ;p

Na prawie każdej mojej wyprawie robię zdjęcia, czasem pokazuję je znajomym i zazwyczaj słyszę komentarz "znowu kwiatki! nie było nic innego...?" Cóż, od zawsze lubię kwiaty. Każde zielsko na łące czy w ogródku ma dla mnie swój urok, przyciąga uwagę, woła do mnie "popatrz na mnie, weź mnie ze sobą". Więc co mam zrobić? A no zrobiłam... zapisałam się na nauki florystyczne. Nie doznałam "olśnienia" lecz... "przygnębienia". Ile ja rzeczy nie wiedziałam! Nadal nie wiem, ale małymi kroczkami może dojdę do "oświecenia" :D
Na zajęciach robiliśmy "bukiety w naczyniu". Niby łatwe, rwiesz na łące czy w ogródku kwiatki, trochę liści, wkładasz do flakonu i gotowe. A tu okazuje się, że wcale nie takie proste. Są zasady i trzeba się tego trzymać. Proporcje, podziały, style(formalno-liniowy, dekoracyjny i wegetatywny)... nic "na oko". Ale żeby już nie przynudzać, wklejam zdjęcia moich (po)tworków. Nie wiem czy ostateczny efekt jest zachwycający, ale jak na moją pierwszą zabawę we florystkę poszło mi całkiem nieźle :p


Styl formalno-linearny, czyli dużo wolnych przestrzeni. Na żywo wygląda lepiej :)


Styl dekoracyjny, tzn "co baba miała... to upchała do bukietu". Innym osobom podobał sie najbardziej. Kwiaty ledwo żywe, ale nie poddają się :)


Styl wegetatywny, czyli zgodny z naturalnym sposobem rozrastania się roślin. Gerberki to oczywiście stokrotki polne :)


A to jest "śmieciuch", czyli (po)twór zrobiony z pozostałości materiału roślinnego w stylu... beniowym :D

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za odwiedziny i pozostawienie znaku po sobie w postaci komentarza. Pozdrawiam serdecznie :)